Dodajmy, wielu mieszkańców. Przed każdym deszczowym dniem wychodzą piękne ropuchy – do tej pory naliczyliśmy ich pięć. Trudno je sfotografować bez lampy błyskowej (a i z lampą też niezbyt dobrze wychodzą) – zadanie dla przyszłych fotografów miejsca. Jest piękna żmija, której nie sfotografowaliśmy, bo… hm… tak jakoś wyszło. Ma w każdym razie norę na łące nad domem. Są nietoperze, których sfotografować się nie da, ale bardzo lubią latać nam nad głowami, kiedy się ściemni. Jest pięć kun, które dbają o naszą wieczorną i nocną rozrywkę (zanim oddamy się fascynującym audycjom – najbardziej lubimy Radiožurnal o 22.00 (spiker zapewnia, że to: “všetko, čo je dobre vediet'” a spokojny rytm relacji uspokaja nawet w czasach największej medialnej gorączki) oraz Literárna revue. Póki co, innych mediów nie mamy i dobrze nam wieczorami z Radio Slovensko. Kun, niestety, też nie udało się sfotografować, ich przebiegi czasowe najwyraźniej nie współgrająz migawką naszego Nikona (i również biegają wieczorem). Jeszcze w maju dostrzegliśmy zmierzającą w stronę naszego kawałka skarpy nad potokiem Havka salamandrę – pomogliśmy jej wybrać właściwą stronę płotu 🙂 i mamy nadzieję, że zobaczymy się za te kilka miesięcy ponownie.

Uwieczniliśmy za to:

pięknego pomrowa błękitnego

pomrowlech

oraz stado ponad stu krów wędrujących wzdłuż naszego ogrodzenia, które pewnego poranka obudziły nas niepowtarzalnym pejzażem dźwiękowym złożonym z wielu nakładających się na siebie dzwonków. Dosyć szybko rozpłynęły się w przedjesiennej mgle:

krowy