DROGA ROŚLIN (28) Permakultura jako podróż
Zanim pojawili się Grecy jako samoświadomy naród, przez tysiące lat kwitła na Morzu Egejskim cywilizacja minojska, a z czasem wyspiarsko-kontynentalna kultura minojsko-mykeńska, aż wreszcie mykeńskie miasta-państwa na kontynencie przejęły inicjatywę. Ich stałe wyprawy poza miejsce zamieszkiwania, stały się grecką strategią i obyczajem. Proces ten opisał, jak chce legenda, ślepy lutnista z wyspy Chios, nazywany Homerem. Iliada i Odyseja, opowiadane przez wieki w wielu wersjach, a potem spisywane i ujednolicane dzieje rodzącej się cywilizacji greckiej wskazują, że obrońcy Troi i oblegający ją Achajowie mówili tym samym językiem. Odyseusz, podczas dziesięciu lat tułaczki, nie miał kłopotów z dogadaniem się z kimkolwiek spotkanym, a nawet bogowie ukryci we mgle Olimpu, porozumiewali się między sobą i ze śmiertelnymi w jednym języku.
Tak z wielości kultur i dialektów powstawał język grecki, wyposażony w możliwość utrwalania pismem dzięki wynalazkowi alfabetu. Ten język i moderowany zapis historii opowiadanych, stymulował powstanie narodu greckiego i cichą potęgę kultury.
Jakiś czas później, ktokolwiek porwał się na Greków, kończył z rozmówkami greckimi w kieszeni i to niezależnie jak był potężny w sensie militarnym. Na wielką skalę zaczęło się to od Macedończyków, których agresywny król ojcobójca, był nazywany później Aleksandrem Wielkim. Po podporządkowaniu sobie dużej części Grecji, rozgromił stale proszących się o to Persów (i wszystkich innych napotkanych przy tej okazji) aż po granice z Indiami, ale zostawiał po sobie język grecki i grecką kulturę, bo jak szybko zauważył, mordowanie bliźnich wszyscy znali aż nazbyt dobrze.

Podobnie skończyli Rzymianie, którzy nawet nie zauważyli, że militarnie podporządkowani Grecy, podbili w ty samym czasie Rzym swoją kulturą, nauką i strategiami handlowymi. Historycznie, skończyło się to dla Wielkiego Rzymu przekształceniem w Bizancjum, gdzie łacina była językiem siły i administracji, ale to greka wskazywała na wykształcenie i kulturę. Język grecki był tak wpływowy, że nawet edykty indyjskiego króla Asioki, który odkrył w buddyzmie możliwość tworzenia kultury opartej nie o przemoc i egoizm, a o współczucie i pracę z własnym umysłem, miały swe greckojęzyczne wersje. Może nie jest to tak zaskakujące, jeżeli się wie, że już dziadek Asioki, prowadził wojny z greckimi oddziałami, które wielokrotnie docierały aż po Afganistan.
Ostatnia inkarnacja rozległego państwa obejmującego południową Europę i wielkie terytoria azjatyckie, ale posługującego się powszechnie językiem i kulturą grecką, to wspomniane Bizancjum z Konstantynopolem, który przyćmił Rzym i Ateny. Pouczający koniec Bizancjum nastąpił, gdy Konstantynopol został zniszczony przez krzyżowców z zachodniej i północnej części Europy. IV wyprawa krzyżowa, zamiast wyzwalaniem Palestyny, zajęła się grabieniem Konstantynopola, który zdobyli, złupili i zniszczyli w 1204 roku. Później było już tylko gorzej, ale możemy z ulgą to sobie darować, bo dla naszej opowieści nie ma to kluczowego znaczenia.


Orzechy perskie i mastyks, albo kim mógł być starożytny grecki ogrodnik?
Skoro przez tysiące lat można było podróżować od Afryki Północnej (gdzie greka znana była bardzo dobrze już w starożytnym Egipcie) do Indii i Chin, korzystając z greckich miast i osad, szlaków handlowych i wspólnego języka, to żywność, przyprawy, kosmetyki i leki pochodzenia roślinnego, a także wiedza na temat zakładania i pielęgnacji ogrodów, wędrowała najprawdopodobniej ze wschodu i południa do zimniejszych części Europy. Łupieżcza wyprawa Aleksandra Macedońskiego nie była szybkim przemarszem wojsk, trwała całe lata i kończyła się pozostawianiem zaufanych towarzyszy broni na podbitych terenach, aby administrowali nimi przez całe greckojęzyczne pokolenia. Nowa żywność i nieznane dotąd rośliny o smacznych owocach, uprawiane lub rosnące dziko w podbitej Persji i Anatolii, przenikały do greckiego świata w Małej Azji i dalej, przez wyspy na Morzu Egejskim na kontynent europejski.
Tereny, które podbijał, ale i uważnie poznawał Aleksander Macedończyk, są bogate w dzikie i kultywowane drzewa owocowe, a kilka prastarych azjatyckich lasów owocowych dotrwało do naszych czasów. Orzechy nazywane w Polsce „włoskimi”, a w Grecji „greckimi”, zdecydowanie powinny mieć jedną nazwę – orzech perski, a Grecy z pewnością nie potrzebowali Arabów (ani tym bardziej Turków), aby poznać, a zapewne też z czasem uprawiać chińskie cytrusy, granaty, migdały, karoby (szarańczyny), pigwy, winorośl, anatoliskie figi i dziesiątki innych roślin. Kilka wspaniałych, miejscowych produktów roślinnych przyciągało ludzi do strefy greckiej kultury, nawet z najodleglejszych części dawnego świata, były to m.in. mastyks z Chios i sycylijska manna.
Zagadkowi Minojczycy to Kreta i kilka wysp w pobliżu, a wszystko blisko Afryki, a skoro Troja to kluczowe dla handlu i azjatyckich podbojów wejście z Morza Egejskiego na Morze Czarne i czarnomorska część Anatolii, a także Krym. Między starożytną Troją a Kretą są na Morzu Egejskim dziesiątki wysp wzdłuż wybrzeży Małej Azji, z których widać było gołym okiem trzy kluczowe miasta, gdzie kwitła kultura grecka: Smyrnę, Efez i Milet. Warto zaznaczyć, że pisząc o kulturze, mam na myśli także naukę, filozofię i duchowość, a także religie tej strefy. Te ostatnie wydały z siebie ważne miejsca, do których pielgrzymowali ludzie z najdalszych miejsc. Doskonałym przykładem jest świątynia Artemidy w pobliżu Efezu, którą zaliczano do siedmiu cudów świata starożytnego.
Wszyscy i wszystko, co docierało do Europy przez Małą Azję, musiało przystanąć na chwilę lub czas dłuższy na Lesbos, Chios, Samos i na kilku innych wyspach, tak jak podobny strumień ludzi, idei i towarów płynący z Afryki i Bliskiego Wschodu (Egipt, Libia i obszar zajmowany obecnie przez Syrię) zatrzymywał się na Cyprze, Rodos albo na Krecie.
Czy greccy Argonauci dotarli na przedpole Karpat?
Po serbskiej stronie Dunaju, tuż przy granicy z Rumunią, leży Djerdap – najbardziej wysunięty na południe obszar Karpat. W skład Djerdapu, chronionego obecnie przez serbski park narodowy, wchodzi kilka wapiennych pasm górskich o charakterze krasowym. Pasma te, fizjograficznie zbliżone do Pienin, są wielokrotnie od nich większe i wyraźnie wyższe. A mimo to, Djerdap jest raczej skromną wersją prawdziwego zasięgu Karpat w Serbii. Warto pamiętać, że Serbia jest jednym z 7 państw karpackich, które podpisały w maju 2003 roku w Kijowie porozumienie powołujące Konwencję Karpacką (ratyfikowane w 2006 roku), a 16 spotkanie Komitetu Wdrożeniowego Konwencji Karpackiej odbyło się w pierwszych dniach grudnia 2025 roku w Belgradzie. Wszystko to trzeba przypominać, bo w Polsce istnienie Karpat serbskich jest ciągle traktowane jak opowieść o żelaznym wilku.
Istnieje wiele wersji przebiegu trasy, jaką przebyli greccy śmiałkowie nazywani Argonautami. Dla naszych rozważań najciekawszy jest powrót z Kolchidy, w którym uczestniczyła Medea – kapłanka bogini Hekate, zielarka i ogrodniczka, córka króla Kolchidy, urodzona nad Morzem Czarnym pod Kaukazem. Podobno zakochała się w Jazonie, a z pewnością chciała zobaczyć swoją legendarną ojczyznę – Beocję, leżącą na zachodzie, bo Hellenowie osiedleni nad Morzem Czarnym (potem nazywani Grekami Pontyjskimi) całymi pokoleniami nie podróżowali aż tak daleko. Jazon zabrał na okręt Argo interesującą drużynę specjalistów różnych dziedzin i zaokrętowana w dramatycznych okolicznościach zielarka Medea nie należała do najbardziej intrygujących członków załogi. Nawigowali, mając zapewne jakieś informacje na temat dostępności szlaków morskich i położenia Kolchidy, aż po szlaki handlowe docierające na targi dostarczające na południe poszukiwanego jantaru z Bałtyku. Jedna z wersji trasy powrotnej mówi o wpłynięciu Argo z Morza Czarnego do Dunaju i dotarciu do dzisiejszego Belgradu w widły Dunaju i Sawy, a dalej Sawą i jej dopływami do rzeki Neretwy, uchodzącej do Adriatyku.
Jazon i legendarni Argonauci są zapewne fantazją i aktorami „fabularyzowanego dokumentu”, który pokazuje historie wielu wypraw i mykeńską strategię podbojów. Mimo że nazwa statku Jazona – „Argo” – oznacza „szybki”, to wyprawy tego typu były obliczone nie na dni i tygodnie, a na całe lata. Wielu uczestników takich wypraw nie mogło albo nie chciało wracać do miejsc, skąd wyruszyli, ale ci, którzy powracali na ojczystą ziemię, przywozili ze sobą wiedzę, doświadczenie, a być może też i nowe rośliny lub żywność, jaką zabierali na drogę. Jazon przywiózł ze sobą intrygującą ogrodniczkę, która po paśmie tragicznych wydarzeń miała podobno powrócić w wysokie góry blisko swego miejsca urodzenia i zapoczątkować tam powstanie państwa łączonego z pradziejami Kurdów.
Ogrody Rybo-Ludzi z Karpat?!
Na serbskim (karpackim) brzegu Dunaju odkryto tajemniczą cywilizację, liczącą około ośmiu tysięcy lat, nazwaną od miejsca jej odnalezienia – Lepenski Vir. To cywilizacja Rybo-Ludzi mieszkających w miasteczku o geometrycznie wyznaczonych i prawie identycznie zbudowanych domach, zorientowanych w tym samym kierunku. Poza wieloma zagadkami Lepenskiego Viru, jest jedna o wielkim znaczeniu dla europejskich ogrodników – część ludności tej kultury (głównie kobiety) pochodziła z Anatolii i wiele wskazuje na to, że były to pierwsze ogrodniczki, które dotarły z Małej Azji daleko w głąb kontynentalnej Europy!
Rzut oka na mapę pozwala przypuszczać, że najbardziej prawdopodobną drogą ich przybycia do dzisiejszej Serbii był szlak od Morza Czarnego lub, co całkiem prawdopodobne, większy i bezpieczniejszy strumień ludzi wędrujących przez Morze Egejskie.
Co ogrodnictwo z Małej Azji mogło proponować w tak odległych czasach? Zapewne to, co proponuje prawdziwe ogrodnictwo aż do dzisiaj – ogrodniczą i ekologiczną stabilność środowiska i żywność przy minimalnym nakładzie środków i bezpiecznej pracy. Brzmi to jak definicja permakultury lub/i agroekologii!?
Kultura Rybo-Ludzi (a właściwie Rybo-Mężczyzn) opierała się na cyklicznej obfitości ilościowej i gatunkowej jesiotrów. Kilka gatunków tych prastarych genetycznie ryb do dzisiaj występuje w tamtym rejonie Dunaju, w tym jeden, który dorasta siedmiu metrów! Rytualne ubiory z opancerzonych rybich skór (jesiotry nie mają łusek, za to mają kostne tarcze przypominające pancerze), które – jak się przypuszcza – chętnie przywdziewali mężczyźni łowcy, były z pewnością bardzo widowiskowe i intrygujące. Mniej zwracała uwagę uprawa roślin i grzybów jadalnych pośród drzew owocowych, których w Karpatach jest do dzisiaj obfitość. Jednak to ciche ogrodnictwo było pewniejszym i znacznie mniej niebezpiecznym zajęciem, które zabezpieczało rodzinę na długie okresy mniejszej dostępności żywności zdobywanej w trakcie niebezpiecznego polowania. Być może ogrodnictwo praktykowane głównie przez kobiety, którym towarzyszyły dzieci, mogło odgrywać rolę emancypacyjną w najważniejszej kwestii, jaką jest zdobywanie pożywienia i jego dystrybucja.
Mieszkańcy Lepenskiego Viru podobno nagle zniknęli, a ich dawną osadę tysiące lat później zalały wody Dunaju spiętrzonego sztuczną zaporą, ale na sąsiadujących terenach serbskich Karpat żyją do dzisiaj w dobrym zdrowiu Wołosi, których wzorce pasterstwa zdominowały cały łuk Karpat i dotarły przez Rumunię i Ukrainę do Słowacji, Polski i Czech. We wszystkich tych krajach stosuje się źródłowe nazewnictwo pasterskie i toponimy przejęte od tego zagadkowego ludu. Jeżeli poza pasterstwem także ogrodnictwo oparte o kultywowanie dzikich roślin jadalnych przybyło do naszej części Europy łukiem Karpat, to czyż nie powinniśmy nieco lepiej poznać wschodniej Serbii?




Wzorce low-tech
Ogrodnictwo i pasterstwo to jedyne sposoby użytkowania ziemi, które stosunkowo łatwo przystosować do zmieniających się warunków środowiskowych i wymogów szeroko rozumianej ekologii dla przetrwania. W kulturach, które praktykują je od tysiącleci, należy szukać wzorców rozwiązań nazywanych dzisiaj low-tech. Ogrodnictwo oparte o tereny zadrzewione i śmiałe wprowadzanie nowych gatunków roślin użytkowych, architektura i sposoby zamieszkiwania, obszary wspólnej własności ziemskiej konieczne dla gospodarki pasterskiej, przechowywanie żywności i jej rodzaje, cykliczność wędrówek – nomadyzm transhumancyjny, niezwykle efektywne, a przy tym proste narzędzia, odnawialne źródła energii, gospodarowanie wodą i wiele innych, są sprawdzonymi źródłami stabilności i dobrostanu, które powinny być dobrze zrozumiane i przeniesione twórczo w nasz czas.
Hi-tech niszczy środowisko, daje ogłupiające zabawki i broń masowej zagłady, low-tech zapewnia przetrwanie, a prawdziwie trwałą ekonomią jest ekologia.
Powrót na Morze Egejskie w poszukiwaniu trwałych ogrodów.
Z wyspy Samos na Morzu Egejskim, z której widać dzisiejsze tureckie miasto Izmir (dawniej – Smyrna) i Kusadasi (tuż przy gruzach Efezu), a do dawnego Miletu jest przysłowiowy rzut beretem, blisko jest także na Patmos. Wyspa znana jest z powstania tam, w dość tajemniczych okolicznościach, tekstu Apokalipsy. W dzisiejszym krajobrazie wyspy dominuje wielka budowla wzniesiona na górskim grzbiecie ponad zatoką i portem Skala. W czasach, gdy powstawał tekst Apokalipsy, wiele się działo na wybrzeżach Azji Mniejszej i wyspach Morza Egejskiego w związku ze wzrostem znaczenia chrześcijaństwa i niszczonej przy tym duchowej tradycji trwającej od tysiącleci. Także na Patmos wspomniana wielka budowla – warowny klasztor i otaczające go miasteczko Hora – jest poświadczeniem tamtych wydarzeń.
Klasztor zbudował niejaki Chrystodul, człowiek o niezwykle interesującym życiorysie, z silną potrzebą graniczącą z obsesją organizowania życia zakonnego i umacniania nowej wiary. Zaczął swą działalność na Patmos od unicestwienia miejsca kultu Artemidy (nazywanego dawniej Artemisium), całkiem tak, jak to zrobili inni jemu podobni w Efezie w Małej Azji, a później wszędzie na świecie. Na miejscu Artemisium postawił ze sprowadzonymi robotnikami warowny klasztor, który był na ukończeniu w 1096 roku. Wbrew temu, co zamierzał Chrystodul, a prowadziła go wizja kolonii ascetów na skalistej i pustej wyspie, klasztor szybko został otoczony domami rodzin pierwszych budowniczych i tak sukcesywnie powstawała Hora – miasteczko górujące nad okolicą.
Najstarszy trwały ogród zadrzewiony w Europie?
Za czasów Apokalipsy i Chrystodula, wyspa Patmos była rzeczywiście skalistą pustynią z nielicznymi skupiskami niewielkich lasków jałowców drzewiastych, sosen i cyprysów, a czasem dębów i dzikich grusz oraz formacji roślinnych zbudowanych przez niskie krzewy dające aromatyczne liście, kwiaty lub owoce. Chrystodul miał za sobą przewodzenie wielu klasztorom w Azji Mniejszej, działał też na wyspie Kos i był znakomitym organizatorem, projektantem i wizjonerem. A skoro tak, to znając tekst Apokalipsy, nie mógł nie pomyśleć o trwałym i wzorcowym ogrodzie. I rzeczywiście pozostawił po sobie spory ogród-las, widoczny dzisiaj z klasztoru w Horze. Łatwo rozpoznać go jako plamę zieleni drzew i roślin zielnych, co i obecnie na Patmos nie jest wcale normą.
Obszar ten bywał porównywany przez podróżników do oazy i nazywany jest „ogrodem świętego”. W dawniejszych czasach bywał raczej określany jako „las Hosiosa” (Hosios Christodoulos to nasz Jan Chrystodul), gdyż było to – jak mówi tradycja – własnoręcznie zasadzone przez Chrystodula zadrzewienie karmiące owocami pomarańczy, cytryn, mandarynek, pomarańczy gorzkich, fig, drzew karobowych (szarańczynu) i winorośli. Stare opisy przynoszą informację o tym, że w „lesie” tym, poza drzewami owocowymi, rosły bazylie i chryzantemy, rośliny wieloletnie i jadalne, a święty zadbał też o wybudowanie centralnej, wielkiej studni, która najprawdopodobniej działa do dzisiaj. Budowa tej studni bywa wspominana jako jeden z cudów Chrystodula, ale każdy dobry ogrodnik ma na koncie podobne „cuda”.
„Ogród świętego” na Patmos powstał dzięki wysokiej kulturze ogrodniczej, przeniesionej z terenów starożytnych miast i osad greckich w Małej Azji i na wyspach Morza Egejskiego. Wzorami mogły być ogrody dające żywność, a także sanktuaria z udziałem roślin leczniczych i magicznych (np. Artemisia), które dobrze rozwijały się na górzystych i półpustynnych terenach. Dobry wybór miejsca, zapewnienie wody, ocienienie i umocnienie gleby przez drzewa owocowe i uprawa w tym samym celu trwałych roślin jadalnych, a także znakomita orientacja w mikroklimacie i zastosowanie w tamtych czasach – nowych na tych terenach – drzew cytrusowych, szarańczynów i anatolijskich figowców, a także koncepcji winnicy zadrzewionej, daje powody, aby uznać ten wzór za jeden z bardzo interesujących filarów dzisiejszej permakultury strefy śródziemnomorskiej.
Jeżeli liczyć bardzo ostrożnie, to opisywane zadrzewienie karmiące na Patmos miało swój początek około 900 lat temu, więc bezspornie należy się mu dzisiaj miano trwałego ogrodu zbudowanego na niezwykle żywotnym wzorcu.



Potrzeba nam takiego właśnie – trwałego ogrodnictwa, opartego o warstwowo wprowadzane drzewa owocowe i starannie dobrane trwałe rośliny okrywające glebę i oszczędzające wodę, które kieruje się wiedzą
ekologiczną i oceną tendencji klimatycznych, a nie kulturowymi dogmatami.
Ogrody warzywne oparte o konwencjonalne grządki i stałe nawożenie i nawadnianie, a także wszelkiego rodzaju naturalne formacje w postaci aktualnie obfitych w rośliny łąk (nazywanych czasem dzikimi ogrodami), nie przetrwałyby bez bardzo pracochłonnego nadzoru nawet stu lat.
Trwała inspiracja
Prastary i zadziwiająco trwały ogród na Patmos ciągle istnieje i obecnie służy jako inspiracja dla działalności pobliskiego żeńskiego klasztoru prawosławnego, który tworzy spore centrum ekologicznych upraw i praktyk w postaci rzemiosła artystycznego, pszczelarstwa i edukacji. Posłużył także do stworzenia nowych trwałych ogrodów pomyślanych jako zadrzewione winnice, jeden z najstarszych wzorów ogrodnictwa.
Apokalipsa
Tekst Apokalipsy skierowany do siedmiu kościołów chrześcijańskich w Małej Azji sprawdził się co do joty – wszystkie one zniknęły, podobnie jak zniknęli greccy mieszkańcy Anatolii, wymordowani lub wygnani przez Młodoturków, a dymy i pożogi wojenne ciągnące się od Kurdystanu, przez Armenię, Syrię, Iran po Krym, są już stałym elementem naszej niedalekiej przeszłości i współczesności, tak dobrze opisanym w Apokalipsie. Tym bardziej warto zauważyć, że poza ogrodem zadrzewionym Chrystodula na Patmos i klasztorną, kamienną twierdzą wschodniego, podzielonego chrześcijaństwa, ocalały też spore skupiska aromatycznych roślin – Artemisium absinthium – tak bujnych, że można się w nich ukryć!
Istnieje pogląd, że Apokalipsa to tekst o ekologicznym przesłaniu, a skoro tak, to „ogród świętego” powinniśmy potraktować jako praktyczny, cichy zasiew dający nadzieję na przyszłość. Bo czyż przykład z Patmos nie jest interesujący dla ogrodników szukających trwałych rozwiązań w dobie środowiskowej apokalipsy?
Poza technikami ogrodniczymi (a sens prawdziwych ogrodów daleko wykracza poza te techniki), odkrywanie trwałych ogrodów pozwala dowiedzieć się, jak sobie radzili ludzie w czasach, gdy sugestywny opis zagłady był aktualnym i powszechnym newsem. Czyż nie żyjemy w takich właśnie czasach?
Permakultura jako podróż
Jest fascynujące, że na długo przed Chrystodulem i zniszczeniem sanktuarium Artemidy (a może raczej Hekate?), pierwsi ogrodnicy/ogrodniczki o wielkiej wiedzy praktycznej dotarli nad Dunaj na południowy koniec Karpat? Ludzie ci zastali tam wiele przydatnych gatunków drzew rosnących w dzikich lasach owocowych, oferujących także trwałe rośliny jadalne i symbiotyczne grzyby.
Jestem przekonany, że mamy w Europie swoją własną historię trwałego ogrodnictwa o unikalnych walorach i dostrzeżenie tego może być szansą na odważne i konsekwentne, ale i pełne pokory współdziałanie z Naturą, cokolwiek czyni ze zniszczonym przez ludzi środowiskiem.
Analiza trwałego ogrodnictwa, które dotarło przez wieki do naszych czasów, pozwala na znalezienie ważnych elementów, bez których tego rodzaju wzory nie mogłyby być przenoszone przez różne strefy klimatyczne i odmienne miejscowe zasoby, a więc z powodzeniem odbyć konieczną adaptację do warunków środowiskowych. Te elementy to według moich dociekań: POSZUKIWANIE (wiedzy, inspiracji, strategii, umiejętności, doświadczenia) czyli otwartość i uważność w podróży, PRAKTYKA (ćwiczenie budowania mentalnych, społecznych i środowiskowych struktur czynnych ekologicznie), PROJEKTOWANIE (uświadomienie sobie wzorców i celu), WSPÓŁPRACA (pomoc, organizacja, „sieciowanie”, siew idei, wymiana zasobów, archiwizowanie wzorców).
Pierwsi greccy osadnicy (różniący się od późniejszych kolonistów) „opuszczali ojczyste strony w małych grupkach, pragnąc zbudować sobie nowe domy w odległych krainach”, a obyczaj ten określano greckim słowem apoikia. Było także inne słowo – nostos, które oznacza nostalgię, a pierwotnie – powrót do ojczystego domu. Powrót do domu nie musi mieć charakteru fizycznego, może przybierać formy głębszej wiedzy o naszych korzeniach i tym, co naprawdę jest ważne dla budowania życia w kontakcie z Naturą. Może to być też jedna z metafor ogrodu.
Źródła:
W tym wpisie wykorzystałem kilka aktualnych lektur, a w największym stopniu książkę Rodericka Beatona Grecy. Historia globalna, wydaną w języku polskim w 2025 roku (pochodzi z niej cytat w ostatnim akapicie mojego wpisu), a także dzienniki podróży niestrudzonego ks. Marcina Czermińskiego TJ – Wyprawa na Patmos, Efez i Kretę w roku 1899 i 1903, wydaną w Krakowie w 1904 roku.
Skorzystałem też z kilku współczesnych przewodników po wyspie Patmos. W jednym z nich Antonis Dimas pokazuje „pierwszy przewodnik po Patmos” z 1902 roku pióra W. E. Geila – The Isle That Is Called Patmos, co tym bardziej każe podziwiać relację z podróży ks. Czermińskiego, który na Patmos dotarł w roku 1899 i to w charakterze oczekiwanego i oprowadzanego gościa.
Dla uszanowania pamięci tego niezwykłego badacza (a kilka jego książek o podróżach po Bałkanach jest od dzieciństwa bliską mi lekturą) używam pisowni Chrystodul i pierwszych, oryginalnych opisów pozostałości po założonym przez niego ogrodzie, w stanie, w jakim go zastał ks. Czermiński blisko 130 lat temu. Co ciekawe, ks. Czermiński dotarł do Patmos z wyspy Samos!
W pewnym stopniu wykorzystałem też książkę Despoiny VakratsiFootpaths of Patmos i całkowicie rewelacyjne opracowanie Doriana Amara – Agroécologie – quatre saisons du domaine de l’Apocalypse z 2021 roku. Na koniec wypada może wspomnieć, że sam wizytowałem Patmos niejednokrotnie, mając tam blisko z wyspy Samos, gdzie od kilku lat spędzam regularnie część roku, badając m.in. trwałe formy ogrodnictwa. Także wschodnia Serbia i leżące tam Karpaty pozostają w kręgu moich dawnych i bieżących zainteresowań oraz celów podróży.
