Zielona architektura

Pandemia skłania do przemyśleń, a jak dotąd pozwala też na zwolnienie tempa i spacery blisko domu. W sąsiedztwie kampusu UJ sporo się buduje i zazwyczaj są to wielkie budynki w stylu przeszklonych, minimalistycznych stodół udających jakiś uproszczony do banału futuryzm 🙂 lub plan filmowy Łowcy androidów 3, a może nowego Matrix’a? Zajmują kolejne przestrzenie, stawiane są rzędem, albo bokiem, dostają swoje drogi, oświetlenie uliczne i jak się wydaje same prawa.

Te wielkie budowle stawiane są w nieprzerwanym marszu na obszarach pradoliny Wisły i zabierają nam wszystkim raz za razem, kolejne urozmaicone siedliskowo obszary wokół Krakowa Co wnoszą? Wnoszą „wspaniałą” architekturę, na której można się uczyć tego oszukańczego procederu jaki jest nam wciskany przemocą, a polega na odbieraniu żywych obszarów bez nawet próby właściwego, bogatego i trwałego zagospodarowania pozyskanej działki. W Londynie inwestor musi postarać się by utrzymać, a nawet zwiększyć bioróżnorodność na działce, którą otrzymał pod tym warunkiem na budowę. Dziwimy się potem, że na 35 piętrze zaczyna się prawdziwy ogród na dwóch kolejnych kondygnacjach, albo, że u podstaw budynku prosperuje miejska farma. A w Krakowie…? Otoczenie tych budynków to zazwyczaj (jest jeden wyjątek!) teren ledwo wyrównany spychaczami i walcami, posypany substratem (bo raczej nawet nie ziemią kompostową) w nielicznych miejscach wolnych od betonu. Właściwie nie jest to beton tylko bardzo nowoczesne 🙂 płytki, płyty i zalane betonem przestrzenie pomiędzy nimi, wykonane ze „szlachetnego” betonu, nie wiadomo właściwie w jakim celu. No bo przecież nie ze względów estetycznych 🙂 Kępy traw „ozdobnych” – np. trzcina jako ulotne ( a przecież jakże fachowe) wspomnienie środowiska jakie tu zostało zniszczone oraz kilka metrów kwadratowych „zielonego dachu” jako listek figowy tego architektotworu.

Drzewka posadzone w jednym rządku, wyglądają jak wybujałe, trójwymiarowe wydruki z ulubionych sylwetek drzew rysowanych przez zawodowców wokół tego rodzaju obiektów. Żartowaliśmy, że w oknach ustawi się wycięte z dykty (o przepraszam… wydrukowane na drukarkach 3D) sylwetki ludzi… bo ludzi tam wielu nie będzie.

Po co nam całe setki hektarów takich pustych, milczących (a przecież „inteligentnych”) gmachów za wielkie pieniądze z listkami figowymi na bardzo malutkim, acz artystycznym przyrodzeniu? Co miasto zyskuje na zamianie kolejnych kawałków ograniczonej przecież powierzchni, na siedziby o niejasnym przeznaczeniu albo inaczej – o przeznaczeniu nieprzystającym do obecnego czasu, gdy za chwilę walczyć będziemy o proste sprawy: wodę, czyste powietrze, jasno określoną i pożyteczną pracę, miejsca dla kontaktu z przyrodą, wielkich akumulatorów życia czyli obszarów (względnie) dzikiej przyrody. Jestem przekonany, że te budynki pozostaną na wpół puste, a za jakiś czas całkiem puste. Co dziesiątki tysięcy ludzi mieszkający wokół ma z tych nowego rodzaju pustyń? Może baseny, może biblioteki, może przedszkola, może ogrody? Tak nie buduje się wspólnoty obywateli i zaufania do decyzji zapadających trudno określić gdzie? Pieniędzmi się nie najemy… to niby banał, ale jakże w czas pandemii stał się realny.

No dobra, wiem… nie znam się… Może to wspaniałe przedsięwzięcia, które mają udowodnić, że ponad tysiącletnie Miasto nie jest żyrafą? A co, jeżeli jest tak jak piszę?

Przejdźmy zatem do konkretów… Kto z architektów (którzy przecież są z zasady artystami…) projektuje coś takiego jak widzicie poniżej i dalej uważa się za artystę…? Przy temperaturze 39-40 stopni w cieniu w tym miejscu będzie ile stopni? Ten łącznik bez okien pokazuje, że może ktoś jednak o tym myślał? A może to nie jest łącznik, a kontener, który utkwił między budynkami?

Poniżej znajdziecie listek figowy… o jej, zaprojektowano zielony dach, jaka nowoczesność, jaka ekologia, jacy zdolni architekci, jaki pro-ekologiczny inwestor. Wyłożył sporo na ten listek, tak na oko z pół promila kosztów … ?

Zabraliście nam kolejne kilka hektarów zieleni, wody, drzew i wielu roślin z całkiem bogatym zestawem zwierząt, które od biedy mogą nam uratować życie w czasach kryzysu, a podarowaliście coś takiego? To jest jakaś kpina z (jeszcze) żywych ludzi?

To, że jest to faktycznie zamierzona kpina z nas wszystkich, poświadcza taki znak postawiony tu na koniec budowy, to swoista kropka nad i.

Na budynku wisi znak z napisem SHELL … sprawdziłem i kpina z nas wszystkich zaczyna być uciążliwa, bo to: Krakow /…/ centre of Shell’s global businesse’s centre.