nespole
Czas urlopów zaczyna wchodzić w apogeum wakacyjne i tysiące rodaków spaceruje po południowych rejonach Europy. Spora część tej urlopowej populacji poszukuje wytrwale kapusty kiszonej i schabowego plus domowej kartoflanki, ale jakaś część notorycznie łamie swoiście pojęty, kuchenny patriotyzm i chętnie smakuje miejscowe potrawy, napoje i owoce. Wiadomo, że jabłka, gruszki i śliwki “węgierki” biją na głowę wszystkie obce owoce, ale są i takie, które pochodzą z dalekich Chin, można je kupić we Włoszech (i innych krajach ciepłej strefy Europy), są smaczne, a do tego ich jedzenie może być zaliczone w poczet zachowań patriotycznych. Chodzi o owoce z rodzaju jabłkowatych (mają gniazda nasienne z pestkami/nasionami podobnie jak jabłka), które przypominają wielkością i barwą morele. Niezrównane słowotwórstwo polskich botaników także w przypadku tego gatunku wykazało się paradoksalną pomysłowością i rozlicznymi propozycjami… W użyciu są następujące nazwy: nieśplik japoński, miszpelnik japoński, groniweł japoński, kosmatka japońska… a czasem stosuje się dodatkowo nazwy obcej: loquat. Dzięki Ci Karolu Linneuszu… za jedną, światową nazwę: Eriobotrya japonica.
Pierwszym Europejczykiem, który opisał drzewo i jego interesujące owoce był ks. Michał Boym w swoim opisaniu flory Chin pt. Flora sinensis. We wszystkich polskich nazwach podkreślane jest bezkrytycznie (za Linneuszem, ale Karol w Chinach nie był, a jezuita Boym i owszem) określenie pochodzenia – “japoński”…? 🙂 mimo, że ojczyzną opisywanego drzewa są Chiny i pierwszy opis zredagowany przez Europejczyka (a na dokładkę Polaka) pochodzi ze wspomnianej już Flory Chin. Czyż nie byłoby miło i znacząco nie przepisywać “japoński”, a wyłamać się i w polskim nazewnictwie użyć “chiński” i tłumaczyć, że to za naszym autorem, a nie za niejakim Thunbergiem, który wszystko pokręcił. Wyłamywanie się konstruktywne nie ma u nas tradycji? Dlatego proponuję także własną nazwę dla bardzo smacznych owoców i rodzących je drzew: jabłko ks. Boyma. Nazwa ta opowie o samym owocu i o polskim tropie w jego europejskiej przygodzie… o czym opowiada nazwa “groniweł”, “nieśplik” lub “misztelnik”…? Bo “kosmatka” już mówi coś o wyglądzie liści i pędów, dla których drzewo traktowane jest jako gatunek ozdobny.
Jabłko ks. Boyma jest bardzo smaczne i polecam go w upalne dni bardziej niż morele czy brzoskwinie! Owoc należy przekroić delikatnie i wyjąć nasiona (są bardzo duże, kilkakrotnie większe niż nasiona naszego jabłka tej samej wielkości) i delikatnie ściągnąć skórkę… i gotowe do jedzenia. Owoce zawierają witaminę A i B6, sporo potasu i magnezu, błonnik, mają małą kwasowość i oczywiście nie zawierają cholesterolu, są przy tym kwaskowato-słodkie i znakomicie zaspokajają pragnienie. Inne zastosowania to: wino, przetwory typu dżemy, galaretki, syropy, składnik sałatek owocowych, a w swej ojczyźnie (Chinach!) stosowane są preparaty lecznicze w rodzaju tzw. pasty loquat tworzonej z liści i kwiatów.
Z Chin i Japonii, drzewo i jego owoce zostało wprowadzone do uprawy w Indiach i USA (Kaliforni i Teksasie), a także w rejonie Morza Śródziemnego i kilku innych krajach. Odmiany hodowlane (kultywary) wytrzymują mrozy do około minus 10 stopni C, więc nie jest wykluczona uprawa ogrodowa tego gatunku w Polsce.
We Włoszech (na fotografii owoce ze stoiska z Wenecji) to “nespole” i bywają sprzedawane z innymi owocami, ale mogą być mylony z morelami lub pomijane przy zakupie jako owoc, który “nie-wiadomo-jak-się-je” … 🙂 Bardzo polecam jabłko ks. Boyma i to nie tylko indywidualnym odbiorcom w czasie urlopu, może są firmy, które sprowadzają/będą sprowadzały te owoce i przetwory z nich, albo specyfiki lecznicze? Byłoby cenne popularyzowanie tego gatunku!
W Biotopie Lechnica eksperymentalnie wysiewam dzisiaj około 20 nasion jabłka ks. Boyma… będę informował o postępach uprawy. 🙂
nespole2