Dendrarium w Banskiej Stiavnicy warte jest wielokrotnych odwiedzin, bo teren jest pełny zakamarków i za każdym razem odkryć można coś nowego. Poza botanicznymi rarytasami, atutem parku są wielkie, dorosłe drzewa, z którymi mamy niestety niewiele do czynienia w tych kiepskich czasach. Ludzie, którzy dwieście lat temu sadzili drzewa, które my możemy podziwiać i korzystać z ich dobroczynnego wpływu, powinni mieć stawiane pomniki. Jakakolwiek praktyka duchowa wykonywana pośród sekwoi, białych topól, buków, cedrów czy wielkich sosen, ma potrójny sens. Wiele się mówi o ciekawej formie relaksacji, a nawet leczenia lasem i kontaktem z drzewami, którą opracowano jako metodę o nazwie shinrin yoku czyli kąpiel w lesie. Ja sam używam raczej określenia zanurzanie się w drzewach i lesie, bo to lepiej oddaje element czynnego, systemowego wchodzenia w kontakt na wielu poziomach, kontakt pomiędzy szukającymi pomocy ludźmi, a drzewami. Po takiej praktyce, wszystko układa się spokojnie i wydobywa z nas prawdziwe pragnienia. Poczuliśmy ten efekt podczas naszych, zaledwie dwóch dni w B. Stiavnicy.

Nasz swobodny dryf po miasteczku, zaprowadził nas wprost do otwartych drzwi domu w którym, jako małe dziecko mieszkał słynny w świecie muzyki i fotografii artysta. Był autorem wielu świetnych fotografii The Beatles, ale co ważniejsze, stworzył cały, nowy styl pozowanych fotografii słynnej Czwórki. Nie dość, że trafiliśmy na otwartą wystawę, która pewnie z czasem przekształci się w jedno z ciekawszych miejsc na mapie fotografii i miejsc związanych z kultem The Beatles, to jeszcze przed domem zastaliśmy Szymona, który poznał mnie i Marka z czasu gdy w 2018 roku oprowadzał nas po remontowanym domu.

W tamtym czasie, dom przypominał właściwie bardziej sztolnię niż budynek mieszkalny, zwłaszcza, że wewnętrzny korytarz budynku kończy się małą jaskinią. Te pierwsze odwiedziny, przyniosły wiele ciekawych tropów i opisałem je dokładnie w przygotowywanej nowej książce – Domy nad Havką. Ćwiczenia z permakultury na trudne czasy.

Dryf po Banskiej Stiavnicy, nie może być udany bez godziny lub dwóch, spędzonych przy doskonałej herbacie w Klopaczce. Ten charakterystyczny budynek, pełnił kiedyś ważne role związane z pracą górników i zawdzięcza swą nazwę drewnianej desce akustycznej, rodzaju gongu, w który uderza się mocno drewnianym młotkiem uzyskując bardzo mocny i charakterystyczny dźwięk. Był on słyszalny w sztolniach i oznaczał koniec szychty.

Te drewniane gongi fascynują mnie od bardzo dawna i część ich drogi z Azji do Europy opisywałem już w naszej pierwszej książce – Ucho Jaka. Muzyczne podróże od Katmandu do Santa Fe, która ukazała się w 2003 roku. Teraz wiem o akustycznych deskach znacznie więcej, a w Biotopie wisi jedna z nich. W herbaciarni wisi jedna z nieco innych, niewielkich, ale bardzo dobrze brzmiących wersji tego instrumentu.

W jednym z dwóch głównych zamków jakie znajdziecie w B. Stiavnicy można oglądać stary prototyp urządzenia do rozganiania chmur. Moja nieco żartobliwa (ale tylko nieco…) teza o tym, że Akademia Górnicza w Banskiej Stiavnicy była prawdziwym wzorem Hogwarthu, w którym studiował Harry Potter z przyjaciółmi, czyli uczelnią, która uczyła umiejętności daleko wykraczające poza przyjęty zestaw akceptowany przez współczesnych. Rozganianie chmur z pewnością należało do nowych kierunków studiów i tylko można zazdrościć tego rodzaju profesorów i inspirującego otoczenia.

Co to wszystko ma do etnobotaniki? No więc ma i to wiele. Etnobotanika zajmuje się miejscem roślin w kulturze ludzkiej, ale mnie najbardziej interesuje wątek mniej eksponowany, odwrotny do głównego, czyli jak rośliny kształtują kulturę ludzką, jak i w jakim celu na nią wpływają. Etnobotanika zakłada, że nowa wiedza pojawia się na obszarze stworzonym przez botanikę i atropologię kulturową. Jeżeli faktycznie chce się coś uzyskać w tej dziedzinie, to obecnie ten kulturowy komponent jest bardzo ważny. Nie zrozumiemy właściwie powodów sprowadzania sekwoi do górniczego miasteczka, ukrytego gdzieś na końcu świata w Karpatach, jeżeli nie poznamy dogłębnie kontekstu kulturowego.

W moich badaniach postawiłem sobie kiedyś proste pytanie o to, skąd tzw. brat Cyprian, mieszkający w Czerwonym Klasztorze botanik, alchemik, konstruktor (a nie chodzi jedynie o maszynę latającą z jakiej słynie jako “latający mnich” z Pienin) i poszukiwacz minerałów, miał w drugiej połowie 18 wieku, dzieło Linneusza o nazywaniu gatunków. Biegle znał te nazwy i zapisywał je na jednym z najcenniejszych zielników (botanoteka) jakie istnieją w Europie. Odpowiedź, a przynajmniej bardzo prawdopodobną wersję tej historii, znalazłem w Banskiej Stiavnicy po kilku latach sprawdzania rozmaitych możliwości. Wszystko wyjaśni się we wspomnianej, mojej nowej książce, bo przecież nie jesteśmy w Lechnicy przypadkowo.

W pobliżu B. Stiavnicy kryje się (dosłownie) jedna z najbardziej intrygujących zagadek kulturowych w Europie. Jest to wielki głaz z dwoma otworami, który nazywany jest Trąbiącą Skałą lub Trąbiącym Kamieniem (ma i inne nazwy). Ponieważ do Kamienia nie jest łatwo trafić, to każda kolejna wyprawa do niego jest pewnego rodzaju wyzwaniem. Trąbiąca Skała ma być, według najbardziej popularnej legendy, kamiennym instrumentem sygnałowym, stworzonym przez stacjonujące nieopodal, garnizony tureckie, które trwały w niektórych miasteczkach przez kilka pokoleń.

Skała wydaje zdumiewająco donośny dźwięk, który na dodatek jest lepiej słyszalny w pewnej odległości od niej. Geotrąba leży na stromym stoku, pod którym spotkają się trzy mocno wcięte doliny małych potoków. Turcy się tam gubili, a miejscowi uzyskiwali szansę na odpłacenie się za porywanie ludzi i grabież zapasów i dobytku, a były to stałe praktyki wojsk okupacyjnych. Skała miała naprowadzać zagubionych na właściwy kierunek. Kiedy pierwszy raz udało mi się uzyskać ten głęboki ton, który rozchodził się z naturalnym pogłosem po dolinach, autentyczny dreszcz i niepokój uświadomił mi, że mieszkańcy tych gór musieli panicznie bać się tego dźwięku. Odwiedzam Skałę nie pierwszy raz i pojawiają się w jej okolicy nowe obserwacje i ciekawe pozostałości z dawnych czasów.

A oto nagrania kamienia z 2019 roku:

Magic Carpathians · Trúbiaci kameň