Słodkie strąki szarańczyna przypominają mi moje pradawne dzieciństwo i świąteczne wizyty u ciotki, która częstowała mnie tym “chlebkiem świętojanskim”. Niestety, kiedy pisałem Zielnik podróżny nie mogłem już zapytać ciotki o to jak zdobywała w tamtych czasach (pomarańcze to był już wyczyn…) taki rarytas. Szarańczyn, poza słodkimi strąkami, dał nam także pestki. Były zawsze podobnej wielkości i identycznej wagi, co wykorzystano do ważenia cennych kruszców, w tym diamentów. Szarańczyn, nazywany także karobem podarował nam specyficzną – “pestkową” – jednostkę miary, zwaną karatem. Do dzisiaj brylanty ocenia się według ilości karatów… Kilka lat temu, w ramach eksperymentu, udało się wyhodować z siewu okaz szarańczyna w domu i jest on ładnym, filigranowym krzewem o liściach przypominającym nieco liść róży. Bardzo dobre w smaku strąki nie są także dzisiaj powszechnym towarem i tym bardziej ucieszyłem się gdy na jednym ze stoisk na miejskim targu w Krakowie zobaczyłem spory ich stosik. A dlaczego chlebek i podobny do szarańczy? Chlebek, bo mały i brązowy, a ratował życie wielu wędrowcom, wojskom i zagubionym na półpustyni jak prawdziwe bochenki chleba… a podobny jest też (podobno) do odwłoków szarańczy. To jest także konotacja żywieniowa, bo opiekane szarańcze bywały także jadłem głodowym.
W Zielniku… opisałem szarańczyna i opis uzupełniłem fotografią liści krzewu z domowej hodowli. W ramach uzupełnienia (a przypominam, że etnobotanicznie.pl jest pewnego rodzaju suplementem do książki) na focie Bogdana Kiwaka – strąki i nasiona karobu.szaranczyn4