Oskorusza na trudne czasy – bardzo dobre p.s.

W poprzedniej relacji opisałem 4. Etnobotaniczną Wyprawę Biotopu Lechnica w Białe Karpaty. Przewodnim motywem była – jarzębina domowa Sorbus domestica, tradycyjnie związana z Morawami, a w ich obrębie – Białymi i Małymi Karpatami. Jarzębina domowa w Czechach nazywana jest „oskerusza” , a na Słowacji „oskorusza”, proponuję aby posługiwać się nazwą OSKORUSZA, bo jest krótsza niż „jarzębina domowa” i odwołuje się do najbliższego, naturalnego centrum pochodzenia.

Celem jaki sobie sam postawiłem, było przywiezienie chociaż kilku owoców (chociażby z targu) i pozyskanie z nich pestek do wysiania w Biotopie, ale nieśmiało ( i śmiało z pomocą gmaila…) planowałem zakup sadzonek! Można by napisać, że „mieliśmy szczęście”… gdyby nie to, że ciągle pamiętam o tym jak przez dwa ostatnie lata szukałem dobrej literatury i konkretnych ludzi z Białych Karpat, którzy znają się na „oskoruszy” … Pamiętam także ripostę Bruce Willisa, na uwagę młodego dziennikarza o tym, że patrząc na jego karierę, można uznać, że miał w życiu szczęście. Willis powiedział: szczęście, to jest wtedy gdy skończy pan czterdziestkę i nie jest pan łysy… reszta to bardzo dużo pracy i odrobinę talentu. Wyprawy dla mnie zaczynają się wiele miesięcy (a nawet lat) wcześniej i ten czas jest równie fascynujący, a przy tym mniej przypadkowy.

Tak czy siak, udało się nam (?!) zabrać ze sobą 9 sztuk sadzonek. Nasza ekipa jest naprawdę wspaniała i nadsyłane relacje z sadzenia drzewek były dla mnie wielką radością!

Pierwsza, drzewka posadziła Madzia! I to jak! Piękny dołek, mocne zabezpieczenie przed rozmaitymi miłośnikami nowalijek … a do tego rodzinnie, bo trzy pokolenia kobiet zadbały o jarzębinę z daleka! Przy tym pojawiły się interesujące tropy relacji rodzinnych… Jarzębina ma swoje stanowisko na wysokości trochę ponad 600 m n.p.m. we wsi Krzeczów i w dolnej części masywu Małego Lubania. Wysoko i raczej zimno, ale przy tak gorącym przyjęciu … jest pewnie szansa!

IMG_3088

IMG_3090

IMG_3091

Następnymi pionierami oskoruszy w Polsce była Bożena i Marek. Ładne miejsce, ale maksymalnie trudne dla tego gatunku, bo to ponad 700 m n.p.m. i do tego w zimnych Gorcach, chociaż stok o wystawie południowo-wschodniej. Czy jest szansa?  Wiedząc, że poza trudnym mikroklimatem jest tam cała ekipa miłośników zgryzania wszystkiego co nowe … będzie trudno! Na pociechę dodam, że w ramach eksperymentu, podobnego do naszego, wysadzono sadzonkę oskoruszy na wysokości 970 m n.p.m. na kopule szczytowej Vlkej Javoriny w Białych Karpatach!

IMG_20191023_105756_resized_20191024_082903171

IMG_20191023_110245_resized_20191024_082902259

Artur i Viola, wraz z rodzinną Ekipą, posadzili jarzębinę domową w znacznie bardziej łaskawym miejscu dla tego gatunku, bo na Śląsku. To pewnie najbliższe geograficznie miejsce dla przywiezionych z Moraw sadzonek oskoruszy.

IMG_2477

IMG_2469.jpg

Moje sadzonki oskoruszy pozostały na Słowacji, ale w miejscu bardzo oddalonym od Moraw i na wys. około 550 m n.p.m. z widokiem na cieplejsze (od Tatr) Pieniny… Skupiłem się na mulczowaniu starym sianem i ukryciu sadzonek przed moimi uporczywymi zgryzaczami…, a poza sarnami i jeleniami, ostatnio odkrył dla siebie permakulturę także zając! Tak dobrze zamaskowałem moje trzy sadzonki, że nie mogłem pokazać tego na fotkach, bo nie byłoby ich widać. Preferuję materiały organiczne i sadzonek nie palikowałem. Podpowiadam, ze tam gdzie chcę ukryć nowy zapach jaki może zwabiać smakoszy, do okrycia dodaję kilka garści mocno aromatycznych suchych i zmarzniętych nagietków.

IMG_2973

Piotr, który podobnie jak Artur, ma największe szanse na pomyślną uprawę oskoruszy, bo miejsce w Niepołomicach ciepłe i osłonięte, postanowił sadzić na wiosnę. Relację zatem uzupełnimy około kwietnia!? Najdalej wędruje sadzonka zakupiona przez Asię… dzisiaj będzie najprawdopodobniej w Londynie! O ile dobrze zniesie trudy podróży, to jej szanse są bardzo wysokie!

Według poważnych źródeł oskorusza na dzisiejszej Słowacji (w rejonie Moraw – od Dunaju przez Małe Karpaty i Białe Karpaty) była obecna już ponad 2, 5 tysiąca lat temu (!) w czasach pojawiania się i późniejszej ekspansji Celtów. Jak twierdzi Charles Etienne ( 1577 r.), pierwsze owocowe wino na obszarze Europy wyrabiane było z oskoruszy. Termin „corme” opisuje fermentowany napój wyrabiany głównie z oskoruszy… a przypomnijmy, że „cormier” (drzewo oskoruszy) pochodzi z celtyckiego „curmi” czyli fermentowanego napoju (kwaśne wino i piwo). Dlatego, warto zweryfikować opisy zasięgu tego gatunku w większości książek o drzewach. Największa oskorusza na świecie rośnie na Słowacji i w 2013 roku miała 5,03 m obwodu, najstarsza oskorusza na Słowacji ma więcej niż 400 lat, a inna, rosnąca w czeskiej części Białych Karpat ponad 470 lat!

Słowacy i Czesi mi zaimponowali, bo od 1990 roku wysadzili na Morawach znacznie ponad 10 000 drzewek jarzębiny domowej. Na szacunek zasługuje też Ich realistyczna prognoza – z 10 tys. do wieku 20 lat (początek owocowania) dożyje 10 procent, pozostanie więc pewnie 1 tysiąc dorosłych drzew, z nich wieku 100 lat dożyje jedynie 1/3 … więc jedynie 300 drzew będzie ozdobą krajobrazu i źródłem owoców w przyszłości. Słabo i nie całkiem pewnie? Pewność można uzyskać jedynie nic nie sadząc…

Przykład oskoruszy pokazuje szerszy problem, który zaryzykuję opisać jako słabe rozpoznanie etnobotaniczne Europy Środkowej. Być może moje studia nad oskoruszą i nasza wspólna wyprawa wydają się zaledwie muśnięciem tematu, ale badania naukowe i projekty wspomagane dużymi pieniędzmi, to jedna rzecz, a osobiste poznanie, docenienie i zaprzyjaźnienie się z tak interesującym drzewem, to całkiem inna sprawa. Gdyby ktoś chciał pomyśleć o etnobotanice jako znakomitym kluczu do prawdziwego poznania kultury ludzkiej, to nudne muzea z tymi wszystkimi martwymi gablotami, zamienilibyśmy we wspaniałe ogrody uczące wszystkimi zmysłami, a do tego z pożytkiem dla przyszłości. Dobrym przykładem tego, że my sami przystajemy na tę systemową niewiedzę, jest słynny w Polsce (a z pewnością w Małopolsce) rejon zwany Ziemią Łącką. Pomiędzy pierwszymi wzmiankami o tym, że suszone owoce z tego obszaru były spławiane Dunajcem i Wisłą do Gdańska i wędrowały dalej po Europie, a do bólu schematycznymi opisami jak to miejscowy wikary, kazał grzesznikom sadzić śliwy (czasem jest to nauczyciel, a ostatnio nauczyciel i ksiądz…), istnieje luka na kilkaset lat… Tak więc nikogo nie obchodzi, jakie to owoce i z jakich sadów, spławiano 300 lub może nawet 400 lat przed „zakładaniem” łąckich sadów…

A tu dla dodania entuzjazmu moja fotografia (2015) owoców jarzębiny domowej z Sycylii, prawda, że piękne! Warto wiedzieć, że są dwie główne formy kształtu owoców – gruszkowate i jabłkowate (okrągłe), na Sycylii najwidoczniej trafiają się te drugie, podobne do widzianych (i próbowanych) przez nas na Słowacji!

DSC_5540

 

 

 

 

 

 

 

Drzewo na trudny czas albo 4. Etnobotaniczna Wyprawa Biotopu Lechnica

946db9bd-c73a-432e-934b-bc6e97f36feb

Kolejna, czwarta już Etnobotaniczna Wyprawa Biotopu Lechnica, miała nas zaprowadzić na Południowe Morawy, do regionu gdzie rośnie (i jest doceniana) -oskeruše – jarzębina domowa Sorbus domestica. Na ten gatunek zwracałem uwagę wielokrotnie we Włoszech (od Genui po Sycylię), w Słowenii i Austrii, a kilka lat temu napotkałem także, pełne entuzjazmu opisy tego drzewa pochodzące ze Słowacji i Czech. Okazało się w ten sposób, że to gatunek nie tylko, że nie ograniczony do strefy śródziemnomorskiej, ale może nawet rodzimy dla ciepłych stoków Białych i Małych Karpat!

W popularnym przekazie jarzębina (jarząb) domowy to daleki, ciepłolubny i „egzotyczny” kuzyn jarzębiny, znanej nam z całej Polski. Morawy, a szczególnie ich południowa część, to region zasiedlony przez długi czas przez Celtów. Wykopaliska archeologiczne w granicznym dla Białych Karpat – Puchowie, posłużyły do stworzenia terminu „kultura puchowska”, którą opisuje się te odlegle czasy. Plemiona celtyckie słynęły z wielu umiejętności i kultury, a ich wysoki poziom gospodarowania ziemią i ogrodnictwa, został odtworzony na tym samy poziomie na ziemiach, które opuścili dopiero po 400 latach od ich zniknięcia. Tak jak winorośl, którą na stokach Małych i Białych Karpat Rzymianie zastali z rozczarowaniem (bo starali się „przykryć” swoją agresywność i złe zamiary, bajdą o wybitnej kulturze jaką nieśli Europie…), tak być może domowa jarzębina rosła na tym obszarze w najlepsze.

b6ae0a3c-465c-4409-9191-3d4eb776bf1f

20191019_181808

Według inwentaryzacji na terenie Małych i Białych Karpat rosną okazy jarzębiny domowej o wieku: 530 lat (Małe Karpaty), 470 lat (Białe Karpaty), 400 lat (Białe Karpaty) …  i kilka innych o wieku ok. 300 lat! Drzewa tego gatunku owocują po około 15-30 latach od posadzenia i można się tylko domyślać, że o ile to nie są przedstawiciele pierwszego pokolenia w opisywanym regionie ( a raczej tak nie jest), to historia obecności jarzębiny domowej sięga minimum kilkaset lat. Słaba znajomość jarzębiny domowej w Polsce może dziwić, bo drzewo jest najplenniejszym drzewem owocowym Europy (daje do 1000 – 1200 kg z jednego dorosłego drzewa) i zasługuje na większe zainteresowanie niż aronia czy aktynidia (mini kiwi), które z takim oddaniem i wytrwałością polecane są pod polskie strzechy… 🙂

Kluczem do uprawy jarzębiny domowej jest w dużej mierze klimat (ciepło), ale także gliniasta gleba, no i posiadanie banku nasion, a więc starych, owocujących drzew. Ciepło nadchodzi wraz ze zmianą klimatu, a bank nasion jest o 200 km od polskiej granicy…

Sadzonki oskeruše mogą być klasycznie uzyskane z nasion, ale obecnie sporo pracuje się nad szczepieniem, co daje skrócenie czasu oczekiwania na pierwsze owocowanie o połowę, a czasem więcej. W wielkim skrócie: trzeba z jarzębiną domową zacząć pracować.

IMG_2881

Owoce oskeruše są stosunkowo duże – te które zebraliśmy podczas 4.EWBL miały około 2,5 – 2.7 cm średnicy i długości (mieliśmy do czynienia wyłącznie z okrągłymi owocami), ale spotyka się owoce większe  i na Sycyli bywają długie na ponad 4 cm. Zmienność kształtu owoców (wyróżnia się 6 typów), który oscyluje pomiędzy okrągłym, a gruszkowatym, nie jest jedyną zmiennością u tego gatunku. W Białych Karpatach pokazano nam kilkanaście drzew pochodzących z tego samego źródła i każde z nich tworzyło własny, indywidualny kształt korony. Może to świadczyć o dużej plastyczności tego gatunku (a przecież jarzębiny u nas uważane są za drzewa pionierskie), co w dobie zmian klimatu, dobrze rokuje dla prób uprawy poza dotychczasowym zasięgiem gatunku.

IMG_2884

W szkółce domowej… siewki, sadzonki, młode drzewka i drzewa owocujące, ale także archiwum… cyfrowe.

Poniżej, zebrane owoce jarzębiny domowej (gatunek ten zrzuca owoce i zbiera się je z ziemi) na moich fotkach.

IMG_2892

IMG_2895

IMG_2894

W jednym owocu znalazłem (próba 14 owoców) od 1 do 4 nasion (pestek).

IMG_2956

Liście są ostro piłkowane i umieszczone na długich „ogonkach”, kilkanaście mierzyło około 15- 16 cm.

IMG_2955

Jarzębina domowa słynie z dużych, słodkich i aromatycznych (smak gruszkowy?) owoców, ale także z doskonałego drewna, stosowanego do wyrobu przedmiotów, które musiały być odporne na działanie znacznych sił.

W dawnych czasach łączono jej owoce z gruszkami i owocami nieszpułki, jako podstawy do otrzymania aromatycznego zacieru i wina. Oskeruše są znane tak dawno, że wokół nich stworzono rozmaite mityczne opinie, wierszyki, powiedzonka. Jedno z nich mówi:

pić oskoruszowkę to życie, kosztować ją to jest doświadczenie, a opowiadać o niej jest nauką,

a inne proponuje:

pochwalmy to morawskie drzewo, podziękujmy ojcom i dziadkom.

Jarząb domowy jest uprawiany i znany z dzikich form w wielu krajach Europy, ale także wyspowo spotyka się go w Afryce i Azji. Gatunek jest od lat pod bacznym okiem zawodowców i podaje się nawet wyniki jego inwentaryzacji: 50 dorosłych drzew w Luksemburgu, 500 owocujących drzew w Szwajcarii, 500 owocujących jarzębin domowych w Austrii, 6000 w Niemczech, na ok. 10 000 drzew owocujących ocenia się populację w krajach byłej Jugosławii i Grecji. Sporo, bo od 2 do 5 tysięcy ocenia się liczbę owocujących drzew na Węgrzech, w Czechach ma jej być ok. 1, 5 tysiąca, a na Słowacji rośnie ok. 400 dorosłych drzew pośród 2-3 tysięcy młodszych jarzębów domowych. Ostatnio natrafiono na ten gatunek w Turcji, a rośnie też w całych Włoszech, Hiszpanii, Francji, w Danii, w Wielkiej Brytanii żyje na granicy swego zasięgu, jest obecna na Kaukazie i w części Ukrainy.

Opisywane drzewo jest tak fascynującym gatunkiem, że cieszy się wyjątkowo mocnym zainteresowaniem „wtajemniczonych” … i wcale mnie to nie dziwi.

Nie bez trudu pozyskaliśmy 9 sadzonek jarzębiny domowej z jednej z najciekawszych, domowych szkółek (właściciel przyznał się nam, że drzewka jakimi tej jesieni dysponuje są zarezerwowane od miesięcy i to … po 2, 3 razy każde z nich !) i są pewnie już posadzone w Krzeczowie, Hubie, na Śląsku, w Niepołomicach, trzy sadzonki zostaną na Słowacji (Biotop Lechnica), a jedna poleci jutro do Londynu, do jednego z parków społecznościowych. Mam nadzieję na pokazanie fotografii posadzonych sadzonek i informowaniu Was/mnie o tym jak im się wiedzie daleko od Moraw?! 🙂

Nasza wyprawa była rekonesansem na terenach dawnych wpływów celtyckich i kultury winnej, być może starszej od tej roznoszonej na ostrych mieczach Rzymian, ale także obszarze gdzie dotarły fale Wołochów. Nazwy mniejszych regionów – Valaske Moravy czy Slovacko (to region w Czechach w Białych Karpatach, a nie Słowacja)… i nazwy miejscowości bardzo inspirują do układania następnych podróży.

IMG_2900

Widok z Trenczyna na Białe Karpaty i samo miasto to osobna opowieść… np. o odnowieniu starego sadu czereśniowego za sprawą inicjatywy społecznej wspartej przez miasto.

IMG_2903

IMG_2911 (1)

IMG_2910

Morawy to region gdzie natrafia się na zaczarowane miasteczka, gdzie księgarnie otwiera się już o 9.00 rano… a wszystko nam mówi: musicie wrócić i mieć więcej czasu!

Obelisk upamiętniający budowę ważnej nitki kolei karpackiej stoi na granicy Słowacji i Czech, ale opowiada o regionie, który miał zawsze także swoje własne granice, a bywało, że był bardzo, bardzo rozległy…

IMG_2810

20191019_084710

IMG_2821

Miasteczko Wołoskie Kapelusze (albo Pasterskie Kapelusze) to prawdziwa perełka!

Białe Karpaty sąsiadują z wieloma pięknymi i ciekawymi pasmami górskimi! Urozmaicenie krajobrazowe zastanawia i skłania do układania planów…

IMG_2839

IMG_2840

Etnobotanika jest doskonałym kluczem nie tylko do układania podróży, ale i do dzielenia się wiedzą… bo uczestnicy naszej eskapady znają bylicę chińską z permakultury Biotop Lechnica, ale to co robi się z nią (w postaci substancji o nazwie moksa, uzyskiwanej w całkowicie alchemiczny sposób) najlepiej wytłumaczy znakomity znawca medycyny chińskiej… to są te momenty, dla których WARTO :-))) !

IMG_2856

Innego rodzaju alchemia z Białych Karpat pokazuje jak słabo w Polsce z wiedzą o sąsiednich krajach, o sąsiednich kulturach.

IMG_2874

IMG_2876

Poza Wołochami, to cywilizacja Celtów intryguje w historii południowej części Moraw.

W słynnej osadzie Havranok pod Tatrami, zakończyliśmy główną część naszej Wyprawy. Całe wzniesienie, na którym zrekonstruowano (odtworzono) osadę Celtów i miejsce kultowe, gdzie najprawdopodobniej rezydował duchowy przewodnik Celtów – druid, porastają bardzo stare bzy czarne, a sąsiednie lasy pełne są buków. Krajobraz jeszcze i dzisiaj powoduje, że siła Natury karmi nas energią i entuzjazmem. Tu doświadcza się tego stanu, który nazywają potocznie – „wiem, że żyję”…

IMG_2918

IMG_2920

IMG_2925

IMG_2942

Havranok jest naprawdę ważnym celtyckim śladem, a w pozostałości po druidycznym sanktuarium, gdzie na chwilę przysiadłem, znaleziono m. innymi – fragmenty 43 czaszek wilków, fragmenty 22 czaszek dzikich koni, 39 czaszek dzikich turów, 75 czaszek dzików, 51 czaszek dzikich kozic i owiec… Gdyby ktoś chciał sprawdzić, to proszę – opracowanie: K. Pieta, Keltske osidlenie Slovensko, Nitra 2008.

Uczestnikami 4. Etnobotanicznej Wyprawy Biotopu Lechnica – 18-20.X.2019, były: Bożena, Natasza, Joanna, Małgosia, Madzia, Viola, byli: Marek i Marek, Artur, Piotr. Na FB jest sporo fotografii i filmów umieszczanych tam na bieżąco przez uczestników Ekspedycji, które doskonale uzupełniają tę bardzo okrojoną relację.

Fotografie w tekście – moje, Nataszy i Bożeny. Wykorzystałem w opisie fenomenu Sorbus domestica informacje z opracowania pt. Oskeruše – strom pro novou Evropu (praca zbiorowa) i informacje z pierwszej ręki od dr Mullera, który dał nam przykład wielkiej gościnności, cierpliwości i entuzjazmu! Było też interesujące, gdy Joanna, podczas naszej akcji wieczornej w sadzie z jarzębinami domowymi, kasztanami jadalnymi i innymi drzewami owocodajnymi, kontaktowała się na bieżąco z p.  dr ing. Ladislavem Bakayem z Uniwersytetu w Nitrze, gdzie prowadzi bardzo ciekawe prace sadownicze, m. innymi z jarzębiną domową.

Miłośnicy oskeruše, łączcie się! 🙂

 

 

Orzesznica leszczynowa (plch lieskovy) w Biotopie Lechnica!

W 2018 roku, po blisko pięciu sezonach budowania permakultury Biotopu Lechnica, opublikowaliśmy zasady dotyczące NOHH czyli Matecznika-Nie-Tylko- Ludzkiego (Non -Only – Human – Habitat). Uporządkowało to nasze myślenie o wszystkich mieszkańcach Biotopu i od tamtej pory, systematycznie staramy się wzbogacać wspólną przestrzeń z myślą nie tylko o naszej wygodzie. Jest zadziwiające, jak wiele zwierząt żyje spokojnie blisko nas i jak ich obecność wzbogaca nasz świat pod każdym względem. Największą estymą cieszy się nasza mała kolonia gniewosza (Coronella austriaca), ropuchy, salamandry, jaszczurki (w tym padalec kolchidzki!), zaskrońce (w tym nasza dobra znajoma od 2014 roku, która nie opuszcza ogrodu), wiele ptaków (w tym krętogłów!), bez których nie moglibyśmy już sobie wyobrażać ogrodu i całkiem spora gromadka – dużych i małych ssaków. Część z tych naszych bliskich współmieszkańców, prowadzi tak skryty styl życia, że dopiero po pewnych zmianach w składzie inicjowanych środowisk lub zdecydowanej i nowej ofercie pokarmowej, ujawniają swój stały pobyt. Może też potrzebowały czasu aby przekonać się, że z naszej strony nie grozi im nic złego?

W lecie tego roku, ujawniła się w Biotopie, mała kolonia sympatycznego ssaka – orzesznicy leszczynowej Muscardinus  avellanarius, na Słowacji nazywanej – plch lieskovy. To jeden z 4 gatunków rodziny popielicowatych (cała rodzina liczy 28 gatunków), jakie żyją w Polsce i na Słowacji.

Te cztery gatunki, to:  popielica szara Glis glis, koszatka leśna Dryomys nitedula, żołędnica europejska Eliomys quercinus i „nasza” orzesznica. Wielu ludzi nazywa wszystkie te zwierzęta – pilchami, co tyczy się zazwyczaj popielicy szarej, która jest najbardziej znana z tej ciekawej rodziny i wygląda jak na poniższej fotografii.

popielica

Orzesznica w Biotopie, ujawniła się na niewielkim poletku z mocno już dojrzałym zbożem starych odmian – orkiszem i pszenicą płaskurką. Nie wiem co się tam działo w nocy, ale nawet wczesnym wieczorem można było zobaczyć orzesznice balansujące dobry metr nad ziemią, które zręcznie wykorzystując dwa lub trzy źdźbła zboża, sięgały po kłosy i nasiona. Po trzech tygodniach pozostały już tylko źdźbła…

Orzesznica jest lekka i mała (długość ciała to 61-85 mm plus ogon długi 58-77 mm) i z powodzeniem radzi sobie ze wspinaniem po roślinach zielnych i krzewach. Wcześniej, podczas wiosennych prac w ogrodzie, napotykałem na zimowe, ziemne kryjówki (wszystkie pilchowate zapadają na zimę w „sen” – hibernują) i składziki orzechów laskowych, ale same zwierzęta się nie ujawniały. Sądząc po ilości zjedzonego (schowanego) zboża, nasi współlokatorzy są dość liczni lub niezwykle łakomi.

Co można, poza odpuszczeniem sobie zbioru zboża, zrobić dla orzesznic, skoro już wiemy, że są blisko nas? Możemy zadbać o ich letnie schronienie w postaci umieszczenia w ogrodzie, sadzie lub lesie kilku schronów – budek drewnianych.

IMG_2562

IMG_2564

IMG_2563

Budki – schronienia dla orzesznicy leszczynowej są niewielkie (główna część budki ma ok. 10 x 10 cm), ale bardzo pomysłowo (i celowo) zbudowane. Najważniejszą cechą budki tego typu jest to, że wiesza się ją otworem wejściowym do pnia drzewa, słupa czy ściany szopy. Otwór ma 2 cm średnicy, a dwie kwadratowe w przekroju listwy (2 x 2 cm) wysunięte poza ściankę z otworem powodują, że samo wejście jest chronione i nic dużego się do niego nie przeciśnie. Daszek jest podnoszony i zabezpieczony zwykłym kawałkiem drutu. W przedniej ściance powyżej i poniżej listew chroniących wejście są nawiercone otwory, przez które przeciąga się drut lub linkę do przywiązania do pnia. W ten sposób nie musimy stosować gwoździ czy wkrętów, które ranią drzewa.

Bardzo dziękuję Pawłowi Wieczorkowi za wzorcową budkę dla orzesznic i materiały z własnych badań nad pilchowatymi. Paweł jest cenionym znawcą sów, pilchowatych i wielu innych zwierząt żyjących w Karpatach. Prowadzi też systematyczne badania nad ptakami i ssakami, organizuje ornitologiczne akcje i zajmuje się dydaktyką ekologiczną w sposób zawodowy. Fotografia popielicy, informacje o rozmiarach orzesznicy i budka pochodzi właśnie z tego źródła.

W naszych czasach, musimy zrobić wszystko co się da, aby szkody w przyrodzie naprawiać i niwelować, siedliska i gatunki chronić i bronić lub inicjować gdzie tylko się da, ale też uczyć się żyć blisko zwierząt i roślin, aby dobrze je (i siebie) rozumieć. Wszelkimi sposobami musimy odwrocić szaleńcze tendencje i uda się to nam, jeżeli tylko nie ulegniemy, będziemy zdeterminowani, cierpliwi i wytrwali.

Najbardziej orzesznicy i innym pilchowatym szkodzi niszczenie naturalnego i częściowo naturalnego krajobrazu, a szczególnie urozmaiconych lasów i bogatych w pokarm zakrzewień. Jak widać, nawet w niewielkim miejscu, możemy cieszyć się obecnością orzesznicy i stworzyć dla niej jeszcze dogodniejsze środowisko. Będziemy się dzielili plonami, zapewniali schronienie i ochronę tym bardziej pomysłowo i intensywnie im głupsze są poczynania niszczycieli przyrody.

Na koniec jeszcze fotografia rarytas – koszatka leśna, a właściwie cała rodzina znaleziona w ciepłym gnieździe… Fotografia – Paweł Wieczorek.

koszatka

 

PERMATAK! OLLA i BIOGRUPY

IMG_1993

Czas jest bardzo gorący (w przenośni i niestety także dosłownie) i praca goni pracę, dlatego też w skrótowy sposób zasygnalizuję trzy tematy – Permatak, system trwałego i oszczędnego nawadniania roślin OLLA oraz przykład biogrupy w permakulturze BIOTOPu LECHNICA.

Permakultura oznacza znacznie więcej niż sam ogród i techniki ogrodowe, realizowane w zgodzie z zasadami ekologii. Ponieważ pionierskie permakultury na świecie liczą obecnie ponad 30., a nawet 40. lat (!), to wiele się dzieje obecnie w sferze społecznej budowanej na bazie zdrowego ogrodu, pełnego inspiracji, ale też pożytków i żywności.

Na Słowacji działa bardzo interesująca organizacja o nazwie PERMATAK. Wzorowana pierwotnie była na australijskiej formacji PERMABLITZ czyli „permakulturowego błyskawicznego ataku”. W obydwu wypadkach, mimo militarnej poetyki, chodziło o symboliczne pokazanie idei szybkiego, bardzo kompetentnego i skutecznego postępu prac w permakulturze z pomocą dobrze przygotowanej grupy interwencyjnej. To spełnienie snów wielu ludzi, którzy samotnie lub z niewielką pomocą przyjaciół, realizują pionierskie założenia ogrodowe. W takiej sytuacji potrzeba nam zazwyczaj zwykłej, fizycznej, skutecznej, ale i świadomej celu pomocy z zewnątrz. Wysłuchiwanie nawet najbardziej słusznych wykładów, rad i instrukcji nieproporcjonalnie licznej grupy propagatorów i nauczycieli projektowania permakulturowego, nie sprawia, że pracy nam ubywa…

Permatak jest sposobem na praktyczną realizację projektowania permakulturowego, a konkretnie tej jego części, która zajmuje się zasadą, która mówi o spełniania wielu funkcji przez każdy, pojedynczy element permakultury.  Permatak, poza konkretnie wykonaną pracą, służy realnej wymianie doświadczenia i wiedzy, budowaniu trwałej wspólnoty permakulturowej (sieciowanie) w oparciu o autentyczne podstawy i tworzenie ważnych motywacji dla działania.

System Permatak działa praktycznie jako grupa ok. 10. osób, które przybywają do konkretnej permakultury na przeciąg weekendu i wykonują potrzebne tam prace w uzgodnieniu z gospodarzem miejsca. Zarówno grupa Permataku jak i gospodarze mają swoje obowiązki. Gospodarz przygotowuje miejsce pracy, narzędzia, nocleg i wyżywienie, a grupa interwencyjna zobowiązuje się pracować w sposób odpowiedzialny i z pożytkiem dla gospodarstwa. Miłym zwyczajem Permataku i goszczących grupę jest przygotowanie dodatkowych atrakcji w postaci ogniska, ciasta, wina itp. drobnych, ale miłych gestów. Gospodarze nie płacą za pracę, a Permatak nie płaci za naukę i gościnę. W grupie Permataku są czasem osoby towarzyszące z dziećmi, czasem ktoś przybywa z psem, ale normą jest zgłaszanie i uzgadnianie tego rodzaju poszerzenia grupy gospodarzom.

Najważniejszym warunkiem zostania gospodarzem grupy Permataku jest to, że trzeba wcześniej uczestniczyć przynajmniej dwa razy w grupie interwencyjnej i pracować na rzecz innych. Myślą przewodnią Permataku jest wizja Bila Mollisona, która mówi, że ” prawdziwe bezpieczeństwo mamy wtedy, gdy patrząc przez okno widzimy naszą żywność rosnącą w ogrodzie, a nieopodal pracują nasi przyjaciele„. Rozbudowaną informację o słowackim Permataku przynosi lipcowy numer pisma DOMA v ZAHRADE i świetny artykuł pióra Jozefa Fekiać’a i z niego pochodzi fotografia fragmentu artykułu powyżej.

Z tego samego źródła podawałem wcześniej opis zasady działania systemu OLLA

Zobaczcie proszę, jak buduje się zręby tego systemu. Na fotkach widać jak przygotowuje się miejsca i wkopuje naczynia olla, a do tematu będę powracał, bo na prawidłowe działanie systemu potrzeba czasu.

IMG_2034

Naczynia olla przybyły do Biotopu… tu widać pierwszą część.

IMG_2035

Naczynia rozmieszczone w miejscach gdzie najlepiej będą służyły roślinom jakie chcemy uprawiać ( tu sadzonki gojnika, białej szałwi i babki…). Oczywiście, najlepiej gdy naczynia są już wkopane gdy sadzimy rośliny, ale w tym przypadku wszystko potoczyło się inaczej niż zakładałem…i byłem zmuszony do działania odwrotnego. Bywa i tak.

IMG_2037

Przymiarka olla do stanowiska z mandragorami i różeńcem.

IMG_2040

Kopanie dołka… dla olla…

IMG_2041 (1)

IMG_2042 (1)

Delikatnie zakopujemy całe naczynie, pozostawiając jedynie otwór wlotowy. Nalewamy do środka wody (deszczówka) i zamykamy przykrywką aby olla nie stała się pułapką dla drobnych zwierząt.

IMG_2046

IMG_2044

Permakultura to budowanie możliwie różnorodnych środowisk i inicjowanie w ten sposób działania gry sił przyrody, tak aby otrzymać wysoką bioróżnorodność i trwałość, a także wytworzyć zwielokrotniony efekt styku. Wykorzystując zastaną sytuację podstaw ekologicznych w postaci gleby, uwodnienia, mikroklimatu itd. (biotopu) inicjujemy i do pewnego stopnia modelujemy zestaw gatunków i ich sąsiedztwo (inicjujemy lub odtwarzamy właściwą biocenozę), co po pewnym czasie razem wykształca tzw. ekosystem. W Biotopie Lechnica mamy to szczęście, że warunki glebowe, ukształtowanie terenu i rozmaitość środowisk jest znaczna, co ułatwia budowanie naturalnie bogatego ekosystemu, ale praca wymaga wiele wysiłku i uważnej obserwacji, a także czasu.

Na fotce widać prawdopodobnie trwałą, urozmaiconą biogrupę, zbudowaną na miejscu pierwotnie okresowo zalewanym przez wodę o skrajnie niekorzystnej glebie. Na tym „najgorszym” miejscu w ogrodzie, założyłem prosty kompostownik, wyniesiony nieco nad powierzchnię gleby (2014), gdzie po trzech latach budowania podłoża, umieściłem kilka roślin wieloletnich, lub – jak w przypadku malwy czarnej – delikatnie popierałem rośliny wyrosłe z samosiewu pochodzącego od pobliskiej kępy posadzonych malw. W 2018 roku wyłoniła się biogrupa i pojawiły się dodatkowo dzikie kozłki lekarskie.

Kępa stanowiąca zasadniczą biogrupę obudowana jest trwałymi stanowiskami mięt, tataraku, trawy „żubrówki” i rabarbaru, a pośród nich, w tym sezonie, pięknie regeneruje się posadzona kilka lat temu jabłonka, którą bardzo silnie zgryzł jeleń i która została spisana na straty. Tego rodzaju biogrup mam w ogrodzie kilkanaście, a już niezbyt wiele pracy i czasu dzieli mnie od tego, że połączą się w jeden urozmaicony system, w którym będzie można obserwować dynamiczne zmiany, ale i korzystać z pożytków jakie przynosi. Pośród wielu plusów jakie mają tego rodzaju biogrupy i środowiska – jednocześnie dynamiczne i trwałe – jest ten, że od trzech lat ilość pracy włożona w uprawę tej cząstki ogrodu spada gwałtownie i obecnie jest to już jedynie bardzo kształcąca obserwacja i mini ingerencje wiosną. W porównaniu ze stanem jaki zastałem 6. sezonów temu, to zupełnie inne miejsce! Poza trudnymi do wyceny pożytkami w rodzaju uczenia się, satysfakcji z podjętej pracy i trafnych wyborów, poznawania gatunków (biogrupa kryje mało znany okrzyn jeleni), stwarzania środowisk dla bogatej fauny (ptaki! owady!), przyjemności estetycznej i odpoczynku od dominacji krajobrazu technicznego, są także pożytki z kozłka, jeżyny bezkolcowej, mięt, tataraku, malwy czarnej i rabarbaru. Być może dołączą do tego w przyszłym roku pierwsze jabłka?

IMG_2025

 

OLLA

IMG_1678

Problem małej ilości, albo wręcz braku wody, także występowanie długotrwałej suszy, która staje się szybko pewnego rodzaju nową normą klimatyczną, a także etyczny i ekologiczny problem zbyt wielkiego zużycia wody na potrzeby ogrodu, to są sytuacje z jakimi mamy już na stałe do czynienia i wszystko wskazuje na to, że będą się pogłębiały.

Od lat interesujemy się starymi technikami nawadniania, utrzymywania wilgoci w uprawach roślinnych w cieplejszych częściach Europu i dlatego Sycylia stała się naszym nauczycielem. Istnieją tam pozostałości całych podziemnych systemów rozprowadzania i magazynowania wody, a także niesłychanie ciekawe i inspirujące (także artystów, co się okazało podczas Manifesta w Palermo w 2018 r.) sposoby uprawiania drzew owocowych w rodzaju olbrzymich studni zagłębianych w ziemię dla uzyskania cienia, skraplania i zachowywania wody. Będę o tych systemach pisał w miarę ich testowania i badania, a wspomnę tylko, że w wielu innych obszarach świata, wymyślono wiele podobnych systemów i mamy co studiować i czym się ratować w czasach katastrofy ekologicznej. Nie ma już czasu na czekanie i przekonałem się o tym, gdy w przeciągu 20 minut wypompowałem (za pomocą wydajnej pompy elektrycznej) całą zawartość jednej z naszych studni w Biotopie Lechnica!

System olla (fon. „oja” ), to prosty sposób na utrzymanie stałej wilgotności ziemi w ogrodzie (ale także w pojemnikach, wielkich donicach itp. miejscach uprawy roślin) z pomocą nieglazurowanych naczyń glinianych, zakopanych w ziemi aż po górny otwór i napełnionych wodą. Istnieją obliczenia, które wskazują, że system ten pozwala oszczędzać nawet 90% wody zużywanej do podlewania roślin w ogrodzie, a przy tym jest łagodny (to nie strumień wody…) i trwały. Co jakiś czas uzupełniamy wodę w naczyniach, ale jej powolne oddawania przez ścianki z wypalonej, ale nie glazurowanej gliny, powoduje, że taka potrzeba pojawia się raz na dłuższy czas.

W Azji (Chiny, Iran, Indie), w Hiszpanii, w Czechach (tam istnieją już zawodowi wytwórcy naczyń olla), naczynia takie stosuje się od dawna i są łatwo dostępne, a także stosunkowo tanie. Ciekawe jest to, że naczynia tego typu – dzbany z gliny, mają wiele rozmaitych zastosowań, w tym muzyczne (Indie, Ameryka Południowa). Przeznaczyłem swoje muzyczne „garnki dwuotworowe” do naszej permakultury, w ramach „przetapiania armat na lemiesze”… To szerszy problem, ale miejsce na jego omówienie, to raczej http://www.magiccarpathians.com – jest bowiem więcej eksperymentujących muzyków, którzy obecnie zajmują się permakulturą, nie porzucając muzykowania, ale zmieniając formy uprawiania sztuki.

IMG_1680 (1)

Bezpośrednim impulsem do pokazania tu systemu olla , stał się doskonały tekst w naszej ulubionej gazecie wydawanej na Słowacji – Doma v Zahrade (nr. lipiec 2019) i dwie reprodukcje jakie pozwalam sobie pokazać tutaj, pochodzą z tego właśnie pisma.

IMG_1679

Dlaczego olla jest bardziej odpowiednie dla permakultury, niż zdalnie sterowane systemy nawadniania kropelkowego lub używanie wody z wodociągu? Jan Litvak (Naczelny wspomnianego pisma) wylicza w przytoczonym artykule: do 90% oszczędności wody, materiały do wytwarzania tego systemu są miejscowe, a pracę znajdują ludzie skupieni wokół permakultury, nie zużywa się dodatkowej energii, systemy sztucznego nawadniania nie przeszkadzają w pracach ogrodowych… Dodam od siebie, że liczy się także temperatura wody zdeponowanej w glinianym naczyniu zakopanym w ziemi (a nie zbyt zimna woda z wodociągu, lub zbyt ciepła z beczki na deszczówkę), ale może najważniejszy jest pozytywny wpływ tego systemu na zmiany klimatyczne poprzez uważne gospodarowanie wodą. Jeżeli założyć, że woda w glinianym systemie olla będzie pochodziła ze zmagazynowanych zasobów wody opadowej, to przy powolnym jej przenikaniu do ziemi okaże się, że jest to wspaniały, permakulturowy sposób na uprawę roślin w czasach gdy albo przez tydzień leje, albo przez miesiąc panuje susza, a wiele wskazuje na to, że miesiąc suszy będziemy wspominali jako złote czasy…

Jeżeli zaciekawiły Was nawadniające naczynia gliniane OLLA to zobaczcie tu: https://www.facebook.com/pg/zahradniOLLA.cz/about/?ref=page_internal

Ogród biodynamiczny z wprowadzeniem tłumacza prof. Eberharda Makosza

ogrodBiodyn

Od czasu do czasu, przywołam tu ważne dla mnie książki z biblioteki mojego ojca, który uprawiał przez wiele lat około hektarowy ogród (pod koniec życia było to połowę z tej powierzchni) w sposób, który dzisiaj z powodzeniem można byłoby nazwać permakulturą. W Biotopie Lechnica w nadchodzącym roku, mamy nadzieję udostępnić bibliotekę Zbigniewa Styczyńskiego, ale zanim to nastąpi, a może i po tym, będę pokazywał, że wszystko mamy na wyciągnięcie ręki, a prawdziwa ogrodnicza rewolucja nie zaczęła się wczoraj…

Ogród biodynamiczny i sama praktyka biodynamicznej uprawy roślin jest dzisiaj wpisana w szerszy nurt permakultury, ale istnieją zasłużone ośrodki i środowiska, które trzymają się tego nurtu i tego właśnie określenia. To co wyczyniają mistrzowie biodynamicznego rolnictwa jest pewnego rodzaju roślinną alchemią. Przypominana tu książka pewnie gdzieś leży w antykwariacie, czeka na Was, a ja polecam ją bardzo!

Polskie wydanie Ogrodu biodynamicznego ma też pewien bonus, który warto pokazać, bo ilustruje przedziwny styl realizowany z wielkim powodzeniem w Polsce. Polega on na tym, że kompetentni ludzie zawsze przegrywają z tanimi chwytami zaściankowych polityków i w konsekwencji mamy u władzy najczęściej żałosnych błaznów napędzanych pazernością i tzw. chłopskim sprytem. Mądrzy ludzie pozostają w cieniu. Populacja, która wybiera na swych przywódców krótkowzrocznych łajdaków, spychając w niebyt lub na margines wartościową część, nie może mieć się dobrze, a na dodatek staje się niebezpieczna dla innych.

Książkę przetłumaczył i opatrzył wprowadzeniem – Od tłumacza (s.9-10) prof. Eberhard Makosz (1932 – 2018), bardzo interesujący uczony zajmujący się rolnictwem i ogrodnictwem, wykładowca AR w Lublinie, pracownik (w latach 1956 – 1983) Sadowniczego Zakładu Doświadczalnego w Brzeznej k. Nowego Sącza (ta jednostka badawcza istnieje i kupuję w niej sadzonki wielu odmian roślin w odmianach górskich, od truskawek, malin i róż karpackich po aktynidię) i propagator ekologicznego rolnictwa. We wprowadzeniu, profesor Makosz napisał w 1987 roku:

Przeszło 60 lat temu zwrócono uwagę na konieczność ograniczania używania nawozów mineralnych i pestycydów w rolnictwie. Już wówczas zauważono, że nadmierne ich stosowanie wpływa ujemnie na środowisko naturalne i zdrowie człowieka. Ten ujemny wpływ uwidaczniał się przede wszystkim w spadku żyzności gleby, zmniejszeniu się liczby mikroorganizmów glebowych, pożytecznych owadów oraz zanieczyszczeń wód. Wskutek nadmiernego stosowania nawozów mineralnych i środków ochrony roślin, owoce                  i warzywa bardzo często zawierały substancje szkodliwe dla zdrowia konsumentów.

W tym urywku znajduje się pewnie część odpowiedzi skąd w Polsce taka popularność zatrutych umysłów i chorych polityków?

Bruce Charles „Bill” Mollison, zmarły w 2016 roku, twórca terminu permakultura, który nie oznacza wcale permanentnej kultury, jak to widuje się teraz u rozmaitych znawców modnych trendów, a raczej nie przeszkadzanie naturalnym lub zainicjowanym kulturom roślinnym w ich własnej dynamice życiowej i w zgodzie, do trzech podstaw permakultury: troski o Ziemię, troski o ludzi i świadomego ograniczenia ludzkich potrzeb (zamienione później na – dzielenie się nadmiarem, sformułowanie bardziej łagodne i lepiej „przyswajalne” dla czujnych krytyków z nurtu „czyńcie sobie Ziemię poddaną”), powiedział:

Trzeba dać sobie spokój z jakimkolwiek rolnictwem, a zwłaszcza postawić krzyżyk na współczesnych naukach rolniczych – są naprawdę gorsze od uprawiania czarów. Nic tak nie zrujnowało Ziemi, jak rolnictwo wykładane na uczelniach w latach 1930 – 1980.

Czytając Ogród biodynamiczny i wstęp prof. Eberharda Makosza, można się przekonać, że permakultura ma znakomite podglebie i nie jest ulotną modą, ale ma też wielki ładunek (r)ewolucyjny, jest dawno wytyczoną drogą, którą, o ile zechcemy możemy iść w dobrym kierunku.

Na koniec fotografia naturalnego ogrodu w pniu wierzby. Próby jego opisu klasyfikują go jako „ogródki wierzbowe”, ale badaczom siedlisk ze świata nauki, jakoś brakuje energii, aby uznać stare drzewa za osobne, cenne i chronione siedliska przyrodnicze. Brak energii to pewnie wina długotrwałej diety opartej o produkty naszpikowane chemią, albo pozbawione kontaktu z glebą i słońcem, a najczęściej i jedno i drugie. Ten nieszczęsny krąg musimy przerwać w każdy możliwy sposób.

ogrodwierzb2014

Cytat z wypowiedzi „Billa” Molisona pochodzi z tłumaczenia rozmowy/wywiadu z Nim jaki opublikowaliśmy w naszym herbalistycznym zinie The Diggers’ Morning (nr 2/2016, lato)

 

 

Spitzenberg Studio – filmy 2018

FilmySpitzenbLogo

Od dwóch lat pracujemy nad serią filmów dokumentujących to co robimy, o czym myślimy, czym się zachwycamy i co nas martwi w Biotopie Lechnica i bioregionie w jakim się poruszamy. Filmy mają charakter aranżowanych dokumentów, quasi relacji lub krótkich obserwacji, ale zawsze pozostaje nieco ukryta warstwa, nie tak oczywista i wizualnie prosta jak nasze filmy od strony technicznej.

Autorem zdjęć jest Marcin Sarota i także On nadaje filmom ostateczną formę. Zamysł, scenariusze i opisy pochodzą od Marka Styczyńskiego, w tworzeniu filmów mają swój trudny do przecenienia udział – Anna Nacher i Bogdan Kiwak. Scieżki dźwiękowe i muzyka pochodzi od Karpat Magicznych (The Magic Carpathians), ale poza jednym wyjątkiem muzyka jest specjalnie nagrywana i nie są to utwory znane z płyt.

Nazwa serii i wirtualnego, nomadycznego studia – Spitzenberg Studio, pochodzi od pierwszych znanych zapisów na mapach Zamagurza, a Spitzenberg oznaczał Szpicę, ważne dla wsi Lechnica wzniesienie nad doliną potoku Havka. Mamy własną teorię na temat pochodzenia nazwy Spitzenberg i jest to opowieść nadająca się na … film, więc zachowamy ją na później. 🙂

Ważnym elementem naszego pomysłu na Spitzenberg Studio jest udostępnianie filmów jedynie w sytuacji gdy jest możliwa odautorski komentarz, zazwyczaj realizuje go Marek Styczyński. Jak zwykle w tej regule jest wyjątek i stanowi go film Śmierć, który także wyjątkowo zawiera utwór Karpat Magicznych przygotowany na winylowy singiel (premiera w połowie listopada 2018) i płytę CD (planowana premiera na jesień 2019) o tytule – ANIMISM.

Filmy prezentowaliśmy próbnie w Krakowie, Warszawie i Poznaniu, a teraz jesteśmy już gotowi na pokazy dla wszystkich zainteresowanych. Oczywiście filmy będą w miarę możliwości i zainteresowania pokazywane z naszym komentarzem także podczas warsztatów, koncertów i wykładów. Filmy nie są długie i sugerujemy, że minimalna ilość tytułów podczas jednej prezentacji to trzy, ale pięć daje możliwość pokazania i omówienia wielu ciekawych wątków naszej działalności skupionej wokół permakultury, muzyki eksperymentalnej, pracy z roślinami, bioregionalizmu i najstarszych tradycyji praktyk duchowych. W celu zorganizowania pokazu filmów należy kontaktować się z Biotopem Lechnica, Karpatami Magicznymi, albo wprost na adres: marek.styczynski@gmail.com

Opis filmów (tablica tytułowa i jeden z kadrów)

Liście na Wiatr (październik 2017 r.); czas: 4:10; zdjęcia: wrzesień 2017 r.

MondHolz (czerwiec 2018 r.); czas: 7:33; zdjęcia: styczeń-maj 2018 r.

Life Strategy (listopad 2017 r.); czas: 9:04; zdjęcia: lipiec-październik 2017 r.

Ludzie to lubią (marzec 2018 r.); czas: 1:20; zdjęcia: styczeń 2018 r.

Śmierć (listopad 2018 r.); czas: 9:21; zdjęcia: lipiec 2018 r.

Obrońcy (październik 2018 r.); czas: 4:39; zdjęcia: październik 2018

 

Film Liście na wiatr to obraz dokumentujący ostatnią fazę starego rytu (wywodzącego się z kultury celtyckiej jaka przez długi czas była obecna na terenie Pienin i w ich południowym sąsiedztwie), który wymagał blisko rocznego przygotowania. Życzenia powodzenia dla wędrowców uosabia specjalny rodzaj wysuszonych liści bzu czarnego, a siły Natury (silnie działający krajobraz, wiatr, miejsce nad szlakami komunikacyjnymi, rozdrożami) są istotnym elementem samego rytuału. W tle obrazu odzywają się głosy ptaków, które w odległych czasach żyły w tym miejscu, zatrzymanie głosów i zmiana rytmu obrazów przenosi obserwatora w obszar poza bieżącym czasem.

FilmLiscieObraz

filmliscieobraz2

 

Mondholz / Drewno Księżycowe to relacja z praktyki poszukiwania odpowiedniego drewna, jego pozyskania, środkowoeuropejskiego mitu bzu czarnego jako rośliny skupiającej siły Natury oraz konstruowania rozmaitych instrumentów dętych z bzowej rodziny muzycznej. Film odnosi się do starej praktyki rozpoznawania i pozyskiwania specjalnych rodzajów drewna nazywanego – drewnem księżycowym, które miało wyjątkowe właściwości: niepalność, odporność na rozciąganie, niełamliwość itp. zazwyczaj łączone jest ze starymi, tradycyjnymi technikami budowlanymi.

filmmondholz1

filmmondholz2

 

You life strategy, my life strategy… (roboczo nazywamy ten film: strategie życiowe), to obraz pokazujący w alegoryczny sposób, rozmaite stategie życiowe, częściowo opisane przez tradycyjne powiedzenia w rodzaju: ” w mętnej wodzie łowi się najlepiej”, „Wisły kijkiem nie zawrócisz” i inne, a także czerpiące wprost z opowieści stosowanych w tradycji buddyjskiej (np. Zen) o daremności „przesypywania piasku na pustyni” lub przenoszenia „oceanu łyżeczką” , które kryją jednak głębszy sens. Praktyki te, pozornie monotonne i nie wnoszące nic nowego, stosowane z uważnością i świadomie wiodą jednak do odkrycia, że wykonywane czynności to nie to samo co my, a my to nie to samo, co nasze myśli, strategie i stosowane wybiegi. Powtarzalność, cykliczność życia, trwałość energii i rzeczy większych niż ludzie i ich ego pozwala na odchodzenie od egoistycznej wizji życia. Do realizacji filmu wybraliśmy jedną z ostatnich dzikich (tylko w części, niestety) rzek – Białkę Tatrzańską w miejscu gdzie odkryto osiedlenia tajemniczych budowniczych narzędzi z radiolarytu pienińskiego, a także miejsca znalezienia najstarszego na świecie bumerangu z ciosu mamuta (jaskinia Obłazowa, Przełom Białki pod Krempachami). Film jest realizowany na zachodniej granicy bioregionu nazywanego Zamagurzem.

filmlifestratobraz

filmlifestratobraz2

 

Ludzie to lubią – miniatura filmowa, obserwacja, notatka dokumentująca środowisko wizualne i dźwiękowe jakie oferuje się przybywającym w Pieniny miłośnikom (?) gór… a może to dzisiaj bardziej „naturalne” środowiska życia ludzi? Miejsce realizacji – Szczawnica, północno-wschodnia granica Zamagurza.

filmludzielubia1

ludzielubia2

 

Śmierć – od tytułu wiersza Józefa Czechowicza (z roku 1930), to wspominany wyżej wyjątek w naszej serii filmowej. Po pierwsze zostanie udostępniony w internecie 6.11.2018, po drugie zawiera w swej warstwie muzycznej pełną wersję utworu z winylowego singla i płyty pt. Animism (2018, 2019). Film i muzyka – pamięci Roberta Brylewskiego.

filmkrowy1

filmkrowy2

 

Obrońcy / The Defenders – relacja z kulminacyjnej fazy realizacji 2. części Projektu Talizmany i Amulety realizowanej w Biotopie Lechnica. Obiekt, kolory, ściśle obliczony i wskazany kierunek obrony/opieki i uzbrojenie w postaci zabiegów symbolicznych – intencji, ale także obudowy roślinnej mają swoje zadania i nie są przypadkowe. Projekt ma charakter otwarty i jest jedną z faz tworzenia specjalnej przestrzeni i technik pracy z otoczeniem, zagrożeniami, lękami i poszukiwaniem azylu.

filmobroncy1

filmobroncy2