About nytuan

Moje oficjalne bio akademickie: Dr Anna Nacher – asystent w Katedrze Mediów Audiowizualnych Instytutu Sztuk Audiowizualnych. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się na teorii mediów w perspektywie kulturoznawczej, studiach genderowych, antropologii audiowizualności, nowych zjawiskach w kulturze współczesnej, przemianach związanych z procesami globalizacyjnymi. Aktualne tematy badań własnych: analiza przemian dyskursu przestrzeni w mediach nowej generacji (przestrzeń hybrydowa, locative media), praktyki dyskursywne Internetu drugiej generacji (folksonomia i architektura informacji). Prowadzi także zajęcia na Podyplomowych Studiach z Zakresu Gender. Pasjonuje się muzyką współczesną i elektroniczną (zwłaszcza elektroakustyczną, improwizowaną i awangardową wokalistyką), w wolnych chwilach prowadzi własny projekt muzyczny. Wolny czas najchętniej spędza podróżując na rowerze bądź uprawiając trekking w górach Europy i Azji. Miłośniczka przestrzeni wielkomiejskich i dzikiej przyrody. W 2006 roku obroniła (z wyróżnieniem) na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej doktorat dotyczący kategorii gender w telewizji. Autorka książki Telepłeć. Gender w telewizji doby globalizacji, Kraków 2008: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Inne ważniejsze publikacje: Reality TV niebezpieczne związki z rzeczywistością [w:] Rzeczywistość a dokument, red. M. Miśkowiec, M. Kozień-Świca, Kraków 2008: Muzeum Historii Fotografii; Cyborg jako kłącze – polityka produktywnych sprzeczności [w:] red. Radkiewicz M., Gender – konteksty, Kraków 2004: Rabid, “Przygody nowoczesności poza euroamerykańskim centrum” [w:] „Przegląd Kulturoznawczy” nr 3 / 2007, “Pasaże ekstazy” [w:] „Przegląd Kulturoznawczy”, nr 2 / 2007; „Kulturoznawstwo – studia nad płcią. O potrzebie aliansu” [w:] „Kultura Współczesna”, nr 2 (52) / 2007, „Zagubiony w gatunkowym labiryncie – kilka uwag o modelu analizy gatunkowej w telewizji” [w:] „Kultura Popularna”, nr 1 (15)/2006. Aktywna także jako tłumaczka tekstów anglojęzycznych z zakresu teorii mediów, teorii gender i kulturoznawstwa. Od roku 2007 uczestniczy w dwuletnim ministerialnym projekcie badawczym „Miasto w sztuce – sztuka miasta: analiza kulturowa przestrzeni miejskich przełomu XX/XXI w.” Studentów uczestniczących w prowadzonych przeze mnie kursach zapraszam z korzystania z materiałów zamieszczonych na http://nytuan.wordpress.com oraz do współtworzenia bloga.

Małe jest piękne, czyli ewolucja warsztatowa

Lechnica maj 2015 067Zainteresowanie Biotopem miało dotąd wiele odcieni i zima była doskonałym okresem, aby zweryfikować nasze dotychczasowe wyobrażenia, plany i kierunki pracy z ludźmi. Powoli wyłania się grupa osób, które na stałe towarzyszą nam w rozmaitych pracach, akcjach i dyskusjach o tym, co w Biotopie chcemy/możemy robić. Zaczynamy także zyskiwać nowych sprzymierzeńców i sympatyków. To daje nadzieję na zbudowanie prawdziwej społeczności Biotopu. Zimowe wyprawy po drewno bzu czarnego na instrumenty muzyczne, brawurowe akcje transportowania sadzonek drzew i krzewów, pomoc przy pracach rozbiórkowych i budowie kolejnych segmentów i nisz naszej permakultury, a także utworzenie grupy artystycznej – Ubodzy Kopacze / The Poor Diggers zakorzeniającej się w Biotopie to doskonałe przykłady tego, że Biotop ma charakter organiczny i zaczyna żyć we własnym rytmie. W tym rytmie nie mieszczą się jednak duże grupy nastawione na maksymalnie wiele wrażeń, ani osoby, które „chcą sobie tu posiedzieć”…

W Biotopie warto się zanurzyć i porzucić wygodną rolę obserwatora na rzecz odpowiedzialnej i trudnej roli uczestnika. Dlatego naszym głównym wymogiem pozostaje konieczność wykonania konkretnej pracy na rzecz Biotopu. Program wolontariacki zamieniamy jednak na program rezydencjalny – to oznacza, że chcąc przyjechać do Biotopu, piszecie do nas przedkładając projekt do realizacji na miejscu (od najprostszych prac fizycznych po rezydencje artystyczne: pierwsza z nich właśnie została zrealizowana).Ekipa Biotopu zastrzega sobie możliwość przyjęcia, przedłożenia modyfikacji lub odrzucenia projektu, według możliwości i potrzeb miejsca.

Czekamy na Wasze pomysły i aktywność, do zobaczenia!

Reklamy

Druga zima w Biotopie Lechnica za nami!

biotop-1455bw

fot. P. Kozłowski

Bardzo długo nie wysyłaliśmy naszych biuletynów – przerwa ma związek przede wszystkim z dużą ilością pracy po wydaniu naszej płyty „Biotop”. Są jednak takżę inne powody – zima była czasem modyfikacji i przemyśleń podsumowujących pierwszą fazę działania Biotopu Lechnica. Udały nam się początki permakulturowego ogrodu ziołowego; mamy aktualnie już 4 duże grzędy, które stopniowo obsadzamy. Niektóre eksperymenty warzywne i roślinne były udane (dynie! ziemniaki! pomidory!), inne mniej (cebula…, rączniki…roszponka…). Okazało się także, że nie możemy prowadzić programu wolontariackiego w takim kształcie, jaki zaplanowaliśmy na początku (o tym będzie oddzielnie). Zmianom ulegnie także formuła warsztatów (i o tym też osobno, podobnie, jak o nowym projekcie muzycznym, który narodził się w Biotopie w grudniu 2015). Modyfikacja dotknęła także – jak widzicie – sam biuletyn.

Krótko mówiąc, pierwszy rok Biotopu Lechnica był intensywny, zaskakujący, wymuszający elastyczność i każący weryfikować wiele założeń wstępnych. Mamy nadzieję, że wybaczycie nam przerwę i że dalej będziecie nam towarzyszyć.

Prawie od początku naszej obecności w Lechnicy i pierwszych dyskusji i pomysłów na Biotop Lechnica prowadzimy także notatki w formie ultra krótkiego podsumowania każdego dnia. Tak powstaje „dziennik lechnicki” i już teraz znajdujemy w nim wiele ciekawych informacji: o temperaturach rok temu, o tym kiedy spadł pierwszy śnieg i kiedy posialiśmy pierwszy szpinak… Dziennik ten pokazał nam także, że mamy za sobą drugą zimę w Lechnicy i że wykonaliśmy dotąd naprawdę mnóstwo pracy! Analiza danych dotyczących pór kwitnienia i rozwoju dzikich roślin, powiązanych z temperaturą i nasłonecznieniem, deszczem i innymi zjawiskami klimatycznymi nazywana jest fenologią. Fenologia łącząca obserwacje botaniczne ( fitofenologia) lub zoologiczne (fitozoologia) pozwala w naszym przypadku na trafniejsze planowanie różnych czynności ogrodniczych. Takie zapiski mają długą tradycję. W Polsce były czynione od 1490 roku w Akademii Krakowskiej, co jest doskonałym świadectwem pracy ówczesnych uczonych, zważywszy, że nowoczesną fenologię w Europie była zapoczątkował Karola Linneusz w połowie XVIII wieku! Przez jakiś czas fenologia była w Polsce wyśmiewana i oskarżana o stosowanie metod zbyt mało naukowych (czyli trudnych do porównania i zależnych od zbyt wielu czynników niełatwych do precyzyjnego zdefiniowania). „Przespaliśmy” w ten sposób piękny powrót fenologii do łask nauki światowej w zupełnie nowej formie. Karol Linneusz postulował stworzenie eropejskiej sieci obserwatoriów fenologicznych – Biotop Lechnica stał się jednym z nich.

Czas Światła

DSC_4442Już tylko zwykły fakt, że ostatni wpis na naszej stronie został opublikowany… w lipcu, jest bardzo wymowny. W Biotopie pochłonęły nas całkowicie konieczne prace budowlane związane z instalacjami. To był cały sierpień i kawałek września. A jednocześnie w produkcji był winyl i płyta CD Biotop Projektu Karpaty Magiczne, a więc koniec spraw rozpoczętych jeszcze w maju. Jesienią zaś upomniały się o naszą uwagę wszystkie nasze uprawy (włącznie z imponującą, jak się okazało, uprawą szałwi, bylicy piołun czy oregano). Mocno pracowaliśmy także nad październikowym warsztatem przetwórczym, który natchnął nas olbrzymią dozą energii i zaowocował niezwykłymi produktami (czy zgadlibyście, że owoce tarniny w soli mogą być karpacką odpowiedzią na… oliwki?) :-). Sporo informacji o tym, co robiliśmy, zamieścił Marek na blogu etnobotanicznie.pl

Dlatego niemal jedyną aktywnością pozostawał przez jakiś czas nasz fanpage na FB. Jeśli więc w tym czasie do nas pisaliście i nie doczekaliście się odpowiedzi, to bardzo przepraszamy. Powoli wracamy do pracy biurowo-promocyjnej, wracają stałe biuletyny i stopniowo powrócą też pomysły warsztatowe.

Warsztaty pracy z głosem zostały przeniesione na marzec/kwiecień, bo jesienna edycja miała miejsce w… Bydgoszczy, na zaproszenie Fundacji Nowa Sztuka Wet Music (dokladnie w tym samym terminie, w którym planowaliśmy je u nas).

Niniejszym jednak ogłaszamy:

11-12 grudnia, spotkanie kręgu Biotopu Lechnica, „Czekanie na światło”.

Spotkanie nie jest warsztatem, nie ma zaplanowanego programu, chcemy spotkać się w tym bardzo szczególnym czasie najkrótszych dni w roku z ludźmi, dla których Biotop Lechnica stał się istotnym miejscem na mapie (geograficznej, mentalnej, konceptualnej czy emocjonalnej). Zwłaszcza zaś zapraszamy wspierających Biotop w 2015 roku.

13. grudnia przypada Dzień św. Łucji – dzień jest ważnym punktem kalendarza liturgicznego wielu kościołów chrześcijańskich (np. w Szwecji czy Niemczech), a sama św. Łucja jest uznawana za patronkę najkrótszego dnia w roku. Jest to także ważny dzień (i święto) na Słowacji, co najlepiej chyba ilustruje powiedzenie: Od Lucie do Vianoc, každá noc má svoju moc. Więcej o dniu znanym na Słowacji jako Sviatok svätej Lucie tutaj. Jest to więc dla nas dzień w kalendarzu, który łączy wszystko, co dla nas ważne: czekanie na światło, tradycje bardzo stare i nowe oraz północną i południową stronę granicy na Dunajcu. Będzie nam bardzo miło celebrować ten dzień z Wami.

Biotop Lechnica NIE oferuje możliwości przenocnowania. Prosimy o zabranie jedzenia, którym warto podzielić się z innymi przy stole w naszej kuchni :-), a także świec, kadzideł naturalnych, lampionów i wszystkiego, co pomoże nam przepędzić złe moce i zbliży do światła.

Prosimy o zgłoszenia potrzeby rezerwacji noclegu (pensjonaty w Czerwonym Klasztorze) w nocy z soboty na niedzielę (12/13 grudnia) do 9. grudnia na nasz adres mailowy, biotoplechnica@gmail.com

Po tym terminie będziecie musieli szukać noclegów na własną rękę (co nie jest trudne 🙂

Wywiad z Billem Mollisonem

Wywiady z Billem Mollisonem, a jest ich wiele, należą do klasyki w zbiorze materiałów pomocnych w dyskusji o permakulturze. Wybraliśmy właśnie ten, mający już ćwierć wieku (i dlatego szczególnie dla nas cenny, bo nie obarczony ciśnieniem mody stwarzanej w mediach społecznościowych), gdyż doskonale przedstawia myślenie o permakulturze, które nie może być nawet na chwilę oderwane od praktyki. Ważna jest także osoba zadająca pytania – Alan AtKisson! To autor interesujących książek, doradca, ekspert w dziedzinie zrównoważonego rozwoju, muzyk… Rozmowa dwóch takich osobowości jest bardzo interesującym i inspirującym materiałem do własnych przemyśleń. Tłumaczenie jest dziełem Agnieszki Zych, która zawodowo zajmuje się tłumaczeniami, a od czasu do czasu pracuje nad nowymi mikro-biotopami w Biotopie Lechnica.

Permakultura, czyli dobrze zaprojektowane życie

Z Billem Mollisonem rozmawia Alan AtKisson (In Context nr 28, wiosna 1991)

Permakultura to nie tylko nowe podejście do ogrodnictwa – to zrównoważony sposób życia na naszej planecie.

Alan: Permakultura to dla mnie pojęcie niejasne. Ale z lektur wnoszę, że nawet ci, którzy ją praktykują, nie wiedzą, co to właściwie jest.

Bill: Ja z całą pewnością nie wiem, czym jest permakultura. I to mi się w niej podoba – brak dogmatów. Ale trzeba powiedzieć, że to jedyny zorganizowany system projektowania, jaki kiedykolwiek istniał. I tu sprawa robi się przedziwna.

Alan: Czemu przedziwna?

Bill: Nie ma więcej książek o projektowaniu warunków życia. Nie sądzisz, że to przedziwne? Bo jak możemy liczyć na przeżycie, jeśli nie planujemy swoich działań tak, żeby były znośne?

Następna przedziwna rzecz – kiedy ludzie budują dom, robią to niemal dokładnie na opak. Nie trochę źle, ale kompletnie źle. Na przykład jeśli pozwolić im wybrać dowolne miejsce w okolicy na postawienie domu, połowa ulokuje się na grzbietach wzniesień, gdzie zginą podczas następnego pożaru albo gdzie nie da się doprowadzić wody. Albo wybiorą miejsca przy zaporach wodnych. Albo takie, które zniszczy następna wichura.

Z drugiej strony, co najmniej połowa każdego miasta też jest źle postawiona. Mniej więcej między 30 a 60 stopniem szerokości geograficznej długa oś domu powinna być zwrócona do słońca. Jeśli ziemia podzielona jest na kwadratowe działki, to połowa domów – jeśli są zwrócone do drogi – jest źle zorientowana. Nawet domy daleko na prowincji i oddalone od drogi są zwrócone w kierunku tej przeklętej drogi. A dalej robi się tylko coraz gorzej.

Jedna ze podstawowych zasad projektowania mówi: zadbaj o właściwy początek. Wtedy wszystko samo z siebie potoczy się we dobrym kierunku. Ale jeśli już na początku coś zrobisz źle – nazywam to Błędem Numer 1 – to nic dalej nie pójdzie właściwie.

Alan: Mówiąc „my” masz na myśli ogół ludzkości czy mieszkańców Zachodu?

Bill: Ogół ludzi. Jest kilka społeczeństw, które wykazują oznaki bardzo racjonalnego podejścia do fizyki budowania i fizyki życia. Niektóre ze starych społeczeństw Bliskiego Wschodu miały obejmujące całe miasta systemy wykorzystujące prądy zstępujące oraz pasywne systemy szybkiego parowania do wytwarzania lodu. To byli racjonalni ludzie wykorzystujący pożyteczne zasady fizyki do wygodnego zorganizowania sobie życia bez dodatkowych źródeł energii.

Ale większość współczesnych domów nie nadawałaby się do mieszkania bez elektryczności – bez niej nie da się nawet spłukać toalety. To jest sytuacja ogromnego uzależnienia. A dom powinien sam o siebie dbać – gdy na dworze jest ocieplenie, dom się schładza, a gdy przychodzi ochłodzenie, dom się nagrzewa. Wiesz, to naprawdę proste. Od dawna wiemy, jak to robić.

Alan: I przedziwne, że tego nie robimy.

Bill: Jeszcze dziwniejsze, że nie projektujemy ogrodów tak, by pomagały domom. A już kompletnie dziwaczne jest, że nie projektujemy rolnictwa tak, żeby było zrównoważone. Projektujemy je w katastrofalny sposób, więc otrzymujemy oczywiście katastrofę.

Alan: Jest takie stare chińskie powiedzenie: „Jeśli nie zmienimy kierunku, to dotrzemy tam, dokąd zmierzamy”.

Bill: Dokładnie tak. Chyba nasza rasa ma jakiś pęd do wymarcia. W ogóle nie rozumiemy, gdzie żyjemy, i nie chcemy zrozumieć. Wolimy do samego końca wciskać pedał gazu, tak jak Bush. Mógł oszczędzić więcej ropy niż to, czego chciał od Iraku, ale wolał pojechać i „dać im nauczkę”, czyli zabić ludzi, a w trakcie tego zużyć jeszcze więcej ropy.

Amerykanie to przedziwne społeczeństwo. Wygląda na to, że wolą żyć na pustyni. Ale jak to powiedział któryś z waszych Indian: „Jeśli narobisz do własnego łóżka, na pewno się tym wymażesz”.

Alan: Wróćmy do permakultury. Jaka jest twoja aktualna definicja?

Bill: Można powiedzieć, że jest to podejście racjonalnego człowieka, które zaleca nie robić do własnego łóżka.

Ale jeśli jest się optymistą, można powiedzieć, że to próba stworzenia rajskiego ogrodu. A naukowiec może to porównać do cudownej szafy, w której można powiesić na wieszakach każdą naukę i sztukę – i odkryć, że zawsze będzie pasować i tworzyć harmonię z resztą rzeczy w szafie. To układ, który nigdy nie ustaje w ruchu, a mimo to przyjmuje dane z każdej strony.

Trudno to objąć umysłem – przynajmniej ja tego nie potrafię. Możliwe, że o permakulturze wiem więcej, niż większość ludzi, a jednak nie potrafię jej zdefiniować. Jest wielowymiarowa. Z pewnością od początku maczała w niej palce teoria chaosu.

Jeśli mamy do czynienia ze zbiorem systemów biologicznych, to można różne rzeczy zgromadzić, ale nie da się ich połączyć. Nie mamy mocy tworzenia, tylko moc gromadzenia. Więc po prostu stoimy i z niejakim podziwem patrzymy, jak różne rzeczy łączą się ze sobą. Zaczynamy od zrobienia czegoś prawidłowo i potem obserwujemy, jak sprawy toczą się jeszcze lepiej, niż byśmy przypuszczali.

Alan: To przypomina mi o Johnie Toddzie i jego pracy nad utworzeniem sztucznego ekosystemu [In Context nr 25].

Bill: Dziś używa się wielu różnych nazw. Ale kiedy wydałem moją pierwszą książkę, Permaculture One, nie istniało na to żadne określenie, chociaż o to właśnie chodzi – o utworzenie sztucznego ekosystemu. Przyznam rację każdemu, kto stwierdzi, że nie byłem odpowiednią osobą do napisania tej książki. Jestem pewien, że różni Johnowie Toddowie i Hunterzy Lovinsesowie tego świata zrobiliby to o wiele lepiej ode mnie. Ale wcześniej czy później ktoś musiał ją napisać i tak się pechowo złożyło, że padło na mnie.

Alan: Skąd pomysł permakultury? Jak do niego doszedłeś?

Bill: Przeniosłem się do miasta z buszu, po 28 latach pracy w terenie poświęconej systemom naturalnym, i zostałem naukowcem akademickim. Skupiłem więc uwagę na ludziach, tak jak wcześniej na oposach w lesie. Tym razem badanym zwierzęciem byli ludzie – organizowałem nocne obserwacje, tworzyłem fonogramy z zapisem ich dźwięków. Badałem ich zawołania, głosy kontaktowe, sygnały alarmowe. Nigdy nie słuchałem tego, co mówią. lecz obserwowałem, co robią – dokładne odwrotnie niż wszyscy Freudowie, Jungowie i Adlerzy.

Dość szybko poznałem moje zwierzęta i odkryłem, że nie ma znaczenia, co mówią. To, co robią, było bardzo interesujące, ale w żaden sposób nie wiązało się ani z tym, co mówiły, ani z tym, co by odpowiedziały, gdyby spytać, co robią. Zero związku. Każdy, kto kiedykolwiek badał rasę ludzką słuchając jej, wylądował na manowcach. Po pierwsze należało odpowiedzieć na pytanie: „Czy potrafią prawidłowo zrelacjonować ci swoje zachowanie?”. A odpowiedź brzmi: „Nie potrafią, fajtłapy”.

Później, w 1972 roku, wycofałem się na jakiś czas. Wyciąłem busz, postawiłem stodołę i dom, założyłem ogród. Dałem sobie spokój z ludzkością. Byłem zdegustowany głupotą w środowisku naukowym, w instytucjach badawczych, tym wszystkim.

Kiedy zaświtał mi pomysł permakultury, to było tak, jakby coś mi w głowie przeskoczyło, nagle nie byłem w stanie nadążyć z robieniem notatek. Kiedy człowiek powie sobie: „Przecież ja nie robię pożytku z fizyki we własnym domu” albo „Nie używam ekologii we własnym ogrodzie, nigdy nie stosowałem jej w tym, co robię”, to odnosi wrażenie, jakby coś fizycznie przełączyło mu się w mózgu. Nagle przychodzi myśl: „Gdybym stosował to, co wiem o sposobach na życie, byłoby cudownie”. A potem wszystko rozwija się jak wielki dywan – wystarczy odwiązać jeden supeł, a wydarzenia zaczynają się toczyć jak szalone.

Alan: Dziś permakultura to nie tylko sposób projektowania, ale cały ruch. Co ty właściwie zapoczątkowałeś?

Bill: Cóż, każda choć w miarę niezła rzecz sama się napędza. Zapoczątkowałem coś, czego już nie pojmuję – to się szybko wymknęło spod kontroli. Ludzie robią rzeczy, które mnie zadziwiają – takie, których sam nigdy bym nie robił i które nie do końca rozumiem.

Na przykład jedna z osób, które szkoliłem w 1983 roku, Janet McKinsey, przeniosła się z przyjaciółką do buszu – dwie kobiety z dziećmi. Postanowiły znacznie ograniczyć swoje potrzeby i zbadały naukowo, jak to przeprowadzić w domu. Założyły coś, co nazywa się Home Options for Preservation of the Environment (domowe sposoby ochrony środowiska), czyli HOPE (nadzieja).

Zwróciły na przykład uwagę na to, że we wszystkich środkach czystości są te same cztery składniki – nieważne, czy to szampon, proszek do prania, czy coś innego. Wystarczy je kupić w hurcie, odpowiednio zmieszać, i będą działać. Nie ma znaczenia, czy produkt nazywa się ekologicznym ani czy ma na etykiecie delfiny – w środku są zawsze te same cztery składniki. Cała reszta to niepotrzebne dodatki, żeby ładnie pachniało albo miało niebieski kolor, gdy spływa z wodą w toalecie.

Alan: Czy ich działalność też nazwałbyś permakulturą?

Bill: Nie wiem, jak to nazwać. Ale doszły do tego po kursie permakultury. Kiedy po raz pierwszy przyjechały do miasta – to była Benala w Australii – i zrobiły wykład, wszystkie kobiety z miasta stwierdziły: „Wspaniała sprawa, też tak będziemy robić!”. Kobiety zaczęły zamawiać hurtowe ilości, więc sklepy w mieście musiały się zmienić, bo już nie dało się sprzedawać tego chłamu, co wcześniej. Potem musiała się zmienić Rada Miasta, żeby wprowadzić recykling.

Czyli kobiety – a to one w społeczeństwie robią zakupy – przeanalizowały każdy kupowany produkt pod kątem zużycia energii i jego konieczności, po czym zwyczajnie wyeliminowały te, które wymagały dużych nakładów energii i były niepotrzebne. Dzięki temu, że kobiety nauczą się, co dokładnie i jak kupować, wszystko może wrócić do normalności. To się szerzy w niesamowitym tempie – jak każdy dobry pomysł.

Więc moi uczniowie wciąż mnie zaskakują. Inna historia – poprowadziłem jeden kurs permakultury w Botswanie, a teraz moi uczniowie siedzą na tej pustyni w Namibii i uczą Buszmenów – których języka nikt nie zna – jak być mistrzami permakultury.

Alan: Czego można uczyć Buszmenów? Czy jest coś, czego oni jeszcze nie wiedzą?

Bill: Ogrodnictwa. Buszmeni już nie mogą podążać za zwierzyną, bo ta poginęła na płotach, które poustawiała Komisja Europejska, żeby hodować bydło. Podobnie jak w przypadku australijskich Aborygenów, wyginęło 63% zwierząt, dzięki którym utrzymywali się przy życiu, a pozostałe stały się rzadkością. Nie da się już żyć jak Buszmen czy Aborygen, więc muszą przemyśleć dokładnie, jak teraz będą żyć. Permakultura przychodzi tu z pomocą.

Alan: Czyli wydaje się, że permakultura to przede wszystkim zmiana w postrzeganiu świata, zmiana punktu wyjścia.

Bill: Myślę, że tak. Dla mnie, wymęczonego zachodnim systemem edukacji, to było przejście od pasywnego uczenia się na zasadzie „książki mówią, że jest tak i tak” do czegoś aktywnego. Do stwierdzenia (dla naukowców akademickich to przerażająca wizja), że zamiast uczyć fizyki, fizycy powinni pójść do domu i zobaczyć, jak fizyka przejawia się w ich domu.

Na uniwersytecie mogą uczyć skomplikowanych teorii fizycznych. Ale potem wracają do środowiska domowego, w którym zużycie energii jest po prostu chore. Oni tego nie widzą – i ta ślepota jest przerażająca.


Czemu nie budujemy takich domów, które same się żywią, dostarczają sobie energii i zbierają własną wodę, skoro to takie łatwe do zrobienia, wręcz trywialne?

Alan: Może jesteśmy tak bogaci, że uważamy, że nie musimy.

Bill: Cóż, nie nazwałbym tego bogactwem. Wiesz, jak definiują bogactwo Eskimosi, czyli Inuici? Bogactwo to głębokie zrozumienie świata przyrody. Myślę, że Amerykanie są tak biedni, że aż ich szkoda, bo w ogóle nie rozumieją świata natury.

Alan: Jeśli ktoś chce zajmować się permakulturą, a w okolicy nie ma żadnego nauczyciela, to od czego powinien zacząć?

Bill: Od miejsca, w którym się właśnie znajduje.

Alan: Gdzieś czytałem, że powiedziałeś: „Zaczynasz od własnego nosa, potem od dłoni…”

Bill: „… od własnych drzwi kuchennych, od własnego progu” – dobrze pamiętasz. Wtedy wszystko działa. Jeśli to wszystko szwankuje, nic nigdy nie będzie szło dobrze. Powiedzmy, że pracujesz dla wielkiej organizacji pomocowej z drugiego końca świata. Nie możesz wyjechać z domu mercedesem, przejechać 80 kilometrów i wejść do pracy w ogromnej betonowej budowli, w której silniki Diesla huczą w piwnicach, żeby w budynku było na tyle chłodno, żeby dało się pracować – i planować lepianek w Afryce. Lepianki nie wyjdą ci dobrze, jeśli nie masz uporządkowanych własnych spraw. Musisz ustawić właściwie swoje życie, żeby ci sprzyjało, a potem dopiero możesz iść i pouczać innych.

Alan: Zajmowanie się permakulturą wydaje się być przeciwieństwem abstrakcji.

Bill: Ja bym to ujął inaczej. Mogę szybko nauczyć ludzi ogrodnictwa, i jak już będą wiedzieć, jak uprawiać ogród, to narodzą się z nich filozofowie. Ale nigdy nie potrafiłbym nauczyć ludzi, jak być filozofami – a gdyby mi się udało, to nigdy nie zrobiłbym z nich ogrodników.

Jeśli weźmiesz ekologów głębokich, którzy uprawiają filozofię, jeżdżą samochodem, kupują gazety i nie hodują warzyw na własne potrzeby, to nie są to wcale głębocy ekolodzy, lecz moi przeciwnicy.

Ale jeśli weźmiesz kogoś, kto dba o siebie i o ludzi dookoła – na przykład Scott Nearing albo Masanobu Fukuoka – to owszem, to jest głęboki ekolog. Mówi o filozofii, którą rozumiem. Tacy ludzie nie zatruwają niczego, nie niszczą, nie marnują gleby i nie budują rzeczy, których nie potrafią utrzymać.

Alan: Wszystko co robisz wskazuje, że wcale nie tak trudno odwrócić się na pięcie i pójść w przeciwnym kierunku.

Bill: Myślę, że mam bardzo bogate życie. Pewnie prowadzę zepsuty tryb życia, bo podróżuję sobie od jednych ludzi zainteresowanych permakulturą do drugich ludzi zainteresowanych permakulturą. Niektórzy żyją w plemionach, inni w miastach, i tak dalej. Sądzę, że ludzkość to całkiem interesujące stworzenia, bardzo zajęte robieniem i obmyślaniem ciekawych rzeczy.

Alan: W permakulturze ingerujemy w naturę – ale twoim zdaniem jak daleko powinniśmy się posuwać? Czy brać się za inżynierię genetyczną, tworzenie hybryd i tak dalej?

Bill: Trzeba dać sobie spokój z jakimkolwiek rolnictwem, a zwłaszcza postawić krzyżyk na współczesnych naukach rolniczych – są naprawdę gorsze od uprawiania czarów. Nic tak nie zrujnowało Ziemi, jak rolnictwo wykładane na uczelniach w latach 1930-1980. Nie ma co pytać „Czy powinniśmy ingerować w naturę?”, bo zaingerowaliśmy już w naturę na całej kuli ziemskiej.

Jeśli pozwolimy światu toczyć się w obecnym kierunku, to znaczy, że opowiadamy się za śmiercią. Ja nie jestem za śmiercią. Tempo wymierania gatunków jest już tak szybkie, że doszliśmy do momentu, w którym musimy wprowadzać ekologię rekombinacyjną. Nigdzie nie ma już wystarczająco wielu gatunków, by podtrzymać istniejący system. Musimy pozwolić naturze pozbierać to, co zostało i patrzeć, co wymyśli, żeby uratować nam skórę.

Jednocześnie wszystko, co choćby trochę przypomina dziką przyrodę, powinno być zostawione w absolutnym spokoju. Nie mamy tam już nic do roboty. Nic nam nie da wejście i ścięcie ostatniej pierwotnej puszczy. Nie powinniśmy w ogóle dotrzeć do punktu, w którym możemy zobaczyć ostatnie pierwotne puszcze! Zabierajcie się stamtąd natychmiast, bo macie lekcje do odrobienia. A to ostatnie miejsce, którego się do tego nadaje.

Alan: Jak odbierana jest permakultura? Co na przykład krytycy mówią o twoich książkach?

Bill: Pierwsza recenzję jednej z moich książek o permakulturze zobaczyłem trzy lata po tym, jak zacząłem o niej pisać. Recenzja zaczynała się od słów „Permaculture Two to książka wywrotowa”. Powiedziałem wtedy sobie: „Wreszcie ktoś rozumie, o co chodzi z permakulturą”. Musimy przemyśleć, w jaki sposób zamierzamy żyć na ziemi – przestać mówić, że musimy mieć rolnictwo, musimy mieć eksport, bo to wszystko prowadzi nas do zguby. Permakultura rzuca wyzwanie naszemu sposobowi myślenia i działania – i w tym sensie jest wywrotowa.

Jak przyjeżdżam do Ameryki, ludzie zadają mi pytania. Pytają: „Czym się zajmujesz?”, a ja odpowiadam: „Jestem zwykłym ogrodnikiem”. To jest głęboko wywrotowe. Dziś jeśli ktoś jest prostym człowiekiem i chce żyć w prosty sposób, to jest strasznie wywrotowy. A doradzanie innym, żeby prowadzili proste życie – to dopiero wywrotowe!

Bo widzisz, w permakulturze najgorsze jest to, że świetnie działa, ale nie ma żadnego centrum ani hierarchii.

Alan: To jest najgorsze z czyjej perspektywy?

Bill: Każdego, kto chciałby to stłumić. To jak stwór z milionem głów. To sposób myślenia, który już się wyrwał się na wolność, a sposobu myślenia nie da się z powrotem upchnąć do pudełka.

Alan: Czy to ruch anarchistyczny?

Bill: Nie, anarchia sugerowałaby, że nie ma współpracy. A permakultura wymaga ścisłej współpracy z innymi i z każdą rzeczą, ożywioną lub nie. Nie da się współpracować, jeśli ktoś wszystkich popycha, rządzi się lub zmusza innych do czegoś. System hierarchiczny nie zrodzi współpracy. Polecenia są w nim narzucane przez górę. Nie znam niczego, co w ten sposób dobrze by funkcjonowało. Myślę, ze świat bardzo dobrze by działał z milionami małych, powiązanych ze sobą grup spółdzielczych.

Alan: Biorąc pod uwagę twoje badania zachowań ludzkich i działania na rzecz promocji permakultury – czy sądzisz, że przetrwamy jako gatunek?

Bill: Myślę, że pytania w rodzaju „Czy ludzkość przetrwa?” nie mają sensu. To zależy tylko od ludzi – jeśli zechcą, to przetrwają, a jeśli nie zechcą, to nie przetrwają.

Moja rada jest taka: używajcie wszystkich posiadanych umiejętności w relacjach z innymi – w ten sposób możemy coś zdziałać. Ale jeśli swoje umiejętności oddacie innym systemom, w które tak naprawdę nie wierzycie, to co to za życie, w którym człowiek nie wyraża siebie?

Jeśli ktoś potrzebuje wskazówek, to odpowiem: patrz po prostu na to, co ludzie naprawdę robią. Nie słuchaj ich zbyt wiele. I wybieraj przyjaciół spośród ludzi, którzy robią coś, co ci odpowiada – nawet jeśli niekoniecznie podoba ci się to, co mówią.

To my to robimy. Nie trzeba nikogo innego – jesteśmy w stanie zrobić wszystko, co możliwe, żeby uzdrowić Ziemię. Nie musimy zakładać, że potrzebujemy ropy, rządów czy czegoś jeszcze. Potrafimy to zrobić.

Seminarium wyjazdowe Bio::Flow

1939462_884411904976643_4537238054436732971_oCzerwiec był dla nas bardzo, ale to bardzo pracowitym miesiącem – jeśli w maju myśleliśmy, że już więcej nie może dziać się wokół Biotopu, to w czerwcu musieliśmy zweryfikować to przekonanie 🙂 Dotarły wreszcie – po dłuższym czasie oczekiwania – zebrane pieniądze i od razu przystąpiliśmy do prac. W Biotopie będzie więc wreszcie łazienka dla gości (i to już za dwa tygodnie), a stolarz wziął wymiary okien w drevenicy. Borykamy się z koniecznością skoszenia łąki – częściowo musimy to zrobić mechanicznie, ale sprawa wymaga ostrożności, bo na łące czają się chruściele, przepiórki, żmija, ropuchy i reszta życia, o którym nie wiemy. Od lipca ruszamy z innymi pracami remontowymi we wnętrzach domu gościnnego i drevenicy. Krotko mówiąc – pracy dla wolontariuszy nie zabraknie.

Bardzo miło nam także donieść, że od jutra będziemy gościć uczestników seminarium wyjazdowego Bio::Flow – będzie to podsumowanie projektu, który realizowaliśmy w Galerii Sztuki Wspołczesnej Bunkier Sztuki w 2014 roku. Cykl spotkań warsztatowych został podsumowany w wydawnictwie „Bio::Flow. Poradnik miejskiego ogrodnika” (w otwartym dostępie). Współorganizatorem seminarium wyjazdowego jest także Pracownia Edukacji Żywej z Mikołowa, która specjalizuje się w psychologii rozwojowej oraz pedagogice w naturze i bliskiej naturze. Bardziej jednak liczymy na nowe otwarcie i kto wie, może jakieś kolejne początki? W każdym razie jesteśmy niezwykle szczęśliwi, że zgodzili się przyjąć nasze zaproszenie znakomici goście, artyści i animatorzy kultury z Polski i Słowacji. Ogromnie cieszy nas udział Eli Jabłońskiej, m.in. inicjatorki projektu Nieużytki Sztuki, z którym współpracujemy (i któremu kibicujemy) zresztą już od jakiegoś czasu – cieszymy się także na spotkanie ze starymi znajomymi: Peterem Hapčo i Markiem Adamovem z absolutnie niepowtarzalnej Stanicy w Żylinie: stworzyli ten ośrodek od zera i prowadzą działalność z rozmachem, który naprawdę robi wrażenie. Ich ośrodek to prawdziwa czołówka działań kulturalnych nie tylko na Słowacji, ale na skalę europejską (i nie jest to przesada). I wreszcie radość płynąca z możliwości spotkania lokalnych aktywistów z Zamagurza – a w tym przypadku „lokalne” nie znaczy wcale „prowincjonalne”, wręcz przeciwnie. Lukaš Marhefka ze Spišskej Stárej Vsi opowie o realizowanych wraz z przyjaciółmi projektach: czasopiśmie Zamagurske Noviny (którego jesteśmy fanami, jak zauważyliście, od dawna) oraz odnoszącym sukcesy teatrze Ramagu. Miroslava Movsisyan Polanska przedstawi projekty realizowane w Starej L’ubovňi – zarówno w ramach Centrum Volneho Času, gdzie pracuje, jak i inicjatywy obywatelskie z tego miasta. Historia naszej współpracy z Mirką – podobnie jak z Markiem i Peterem – sięga bardzo daleko wstecz – jeszcze w 2002 roku organizowaliśmy warsztaty parzenia herbaty w naszej ówczesnej sądeckiej Galerii Stary Dom. Bardzo ucieszyło nas także, że o co nieco o wsi zgodził się opowiedzieć Pan Starosta, Jozef Musala.

Chcemy wspólnie z wszystkimi uczestnikami zastanawiać się nie tylko nad relacjami sztuki i natury, ale także nad tym, co znaczy i czym jest aktywność kulturalna w konkretnych społecznościach,  w których żyjemy.

Prócz tego – blok zajęć warsztatowych Pracowni Edukacji Żywej (dr Maja Głowacka i dr Bogdan Ogrodnik), wycieczki etnobotaniczne po obu stronach granicy, uprawa fotografii organicznej pod wodzą nieocenionego Bogdana Kiwaka i wszystko to, co urodzi się ze wspólnych pomysłów.

Grupa warsztatowa jest już zamknięta, ale mamy nadzieję, że jest to raczej nowe otwarcie, a raczej wiele nowych otwarć 🙂

Projekt zostanie ufundowany

pp_fot copyZaniedbaliśmy ostatnio stronę biotoplechnica.eu, bo nasze życie niemal w całości zostało podporządkowane realnym sprawom dziejącym się w Biotopie: urządzaniu permakultury (o tym napiszemy więcej niebawem), koniecznym i ważnym sprawom urzędowym oraz jednocześnie finiszowi anonsowanego tutaj projektu crowdfundingowego na PolakPotrafi.pl. Wszystko to nie licząc, rzecz jasna, naszych obowiązków zawodowych oraz spraw muzycznych, głównie kończonej sesji nagraniowej Karpat Magicznych. Na bardziej szczegółowe podsumowania przyjdzie jeszcze czas, na razie najważniejsze jest to, że – UDALO SIĘ! Zebraliśmy 107% zakładanej kwoty!

Oczywiście powiedzieć, że się „udało” to tylko retoryka. W rzeczywistości kryje się w tym olbrzymia ilość pracy paru osób mocno zaangażowanych w ten projekt, entuzjazm wielu ludzi, którym naprawdę bardzo nas wspierali oraz ogromna przychylność Wszystkich Istot. Nie czas teraz na pisanie o wszystkich wyzwaniach, którym musieliśmy sprostać, na poważniejsze analizy przyjdzie jeszcze czas. Te 60 dni trwania kampanii na PolakPotrafi.pl było dla nas bardzo cenną lekcją – wiele też zmieniło się w naszym myśleniu o tym, czym ma być Biotop i o tym, gdzie kryją się nasi prawdziwi sojusznicy. Za te lekcje także jesteśmy niesłychanie wdzięczni, bo dzięki nim (nawet, jeśli czasem gorzko smakują) możemy skupić energię tam, gdzie naprawdę warto; nie rozpraszać się na czcze dyskusje o zmienianiu świata. Z perspektywy pracy, jaka jest do wykonania w Biotopie tego rodzaju debaty już tylko śmieszą, bo znacznie więcej wnosi do zmiany gram (teoretycznie podbudowanej) praktyki, niż żonglowanie słowami w najszczytniejszym nawet celu.

Nie chcemy moralizować; to także z perspektywy Biotopu jest dosyć zabawne – czeka na tyczkowanie fasola i trzeba przekopać kilofem kolejny kawał kamienistej ziemi; czeka zarośnięta pokrzywami skarpa, której nie można wyciąć mechaniczną podkaszarką, bo za dużo kryje się tam ropuch (sojuszniczek w grze ze ślimakami). Wspominamy o tym tylko dlatego, że Biotop Lechnica zapewne będzie zmieniał nieco swoją formę i sposób funkcjonowania. Od początku przyjęliśmy, że będzie rozwijać się organicznie – to nadużywane współcześnie słowo oznacza dla nas tylko tyle, że rozwój to pewna wewnętrzna logika i proces rządzący się swoimi prawami. Jakimi? Tego ciągle się uczymy od Miejsca i na tę naukę potrzebujemy znacznie więcej czasu, niż nam się wydawało. Bo to Miejsce do życia i Miejsce żywe – tutaj brak elastyczności, gotowości do weryfikacji i zmiany swoich zbyt sztywnych przekonań zawsze kończy się klęską. Z Górami można tylko współbrzmieć, nie walczyć.

W między czasie także ukazał się świetny artykuł Doroty Bidzińskiej „Miejsce do życia” w „Tygodniku Powszechnym” (dziękujemy!) – jesteśmy z tego, co tu kryć, dumni; to już chyba jedyna gazeta na polskim rynku, którą cenimy.

Ze spraw praktycznych: terminarz się zagęszcza, wolontariusze się zgłaszają, pojawiają się terminy warsztatów, a więc lada moment umieścimy tutaj kalendarz, który pozwoli się zorientować, co się dzieje i kiedy. To może pomóc w planowaniu. Zawsze jednak – przy chęci odwiedzin – zapraszamy, ale prosimy o uprzedni kontakt.

Biotop Lechnica w RTVS

Jakiś czas temu donosiliśmy o naszym wyjeździe do Bratysławy – oto jest i efekt, czyli audycja „World a etno s Potkanom” na antenie słowackiego radia publicznego, kultowego programu Radio_FM (głównie wywiad o Projekcie Karpaty Magiczne, ale jest także i wątek lechnicki + muzyka z wyboru Potkana, której zawsze dobrze się słucha 🙂