W marcu jak w garncu…

vincawsniegudzdzownicaPo kilku słonecznych i ciepłych dniach (aż plus 10 stopni C!) zima „wróciła”.

Szpaki, których stadko zauważyliśmy w zeszły czwartek (05.03.2015) na początku wsi Lechnica nie miało gdzie wracać i rozdzieliło się na mniejsze grupy i pary, a wczoraj (13.03.2015) widziałem parkę smętnie pogwizdujących szpaków na wysokich drzewach w samej wsi. Barwinek (Vinca minor) jaki posadziliśmy w niedzielę (08.03.2015) wczoraj zastałem pokryty śniegiem! Jednocześnie z tym „powrotem zimy” (bo przecież jeszcze nie odeszła) na ścieżce wzdłuż Dunajca we wsi Czerwony Klasztor spotkałem dżdżownicę… Tak będzie jeszcze około dwa miesiące, bo gdy „jak w garncu” się skończy, to zacznie się „kwiecień plecień”… 🙂 Tyle, że pojawią się ropuchy, żaby i bociany….

W ostatnią niedzielę przeszliśmy górami do Szczawnicy i mieliśmy zamiar zjeść tradycyjnie zupę w Chacie Pieniny… a już z daleka zobaczyliśmy, że to już historia!!! Nie ma Chaty Pieniny! Jest budowa wielkiego kompleksu turystycznego z basenem, sauną, hotelikiem i mamy nadzieję – restauracją? Niestety, to już nie będzie TO! Szkoda wielka, ale witamy z otwartością i nadzieją nowe rozdanie!

chatapienrozbudWpisuję skrzętnie daty, aby za rok porównać sytuację i tym samym rozpoczynamy Biotopowe obserwacje fenologiczne. Fenologia jako metoda badawcza i nauka została w Polsce obśmiana i oddana do lamusa, ale zyskuje nowe znaczenie i interesujące odsłony za sprawą naukowców z USA. Jest jak zawsze u nas: obśmiać i odstawić, aby później uczyć się od mniejszych niż my żartownisiów… Kilka lat temu, uparłem się aby włączyć fenologię do badań nad Primula farinosa i dzisiaj są tego znakomite efekty w postaci pracy uczonego z UR w Krakowie, przydatnej w planowaniu czynnej ochrony i kontroli stanowiska tej rośliny.

Reklamy

Odkrycia, dary, praca!

przebisniegiOstatnie dni w Biotopie przyniosły „odkrycie” kilku kęp dzikiej śnieżyczki przebiśniegu (Galanthus nivalis) – symbolu przedwiośnia, rośliny miododajnej i powszechnie lubianej. To drobne, ale przyjemne „odkrycie” naturalnego zasobu 🙂 nastąpiło przy okazji sporej pracy nad zaniedbanym do granic możliwości niewielkim sadem złożonym z jabłoni, śliw i… czarnego bzu. Udało się usunąć suche gałęzie i tzw. „dziczki”, trochę rozluźnić zwarcie kępy zdziczałej śliwy (lub ałyczy?) bez odstępowania od przyjętej w Biotopie zasady: zero wycinki. Powoli ukazała się naszym oczom piękna i bardzo stroma skarpa, która daje całkiem interesujące możliwości ogrodnicze. Skarpa po moich i A. cięciach wykonywanych konsekwentnie piłami ręcznymi (z jedynie godzinną pomocą p. Piotra, jednego z pierwszych sympatyków BL i Jego pilarki) nadaje się doskonale do zagospodarowania metodą forest gardening. Po trzydniowej pracy, cały teren pokrył się gałęziami, konarami i wraz z tym co wiatr obrywał i rzucał latami pod drzewa, utworzył trudny do przebycia gąszcz… Mając takie zasoby materii organicznej i strome, wrażliwe na wydeptywanie stoki, szybko zdecydowaliśmy się na wykonanie zapory antyrumoszowej. Całą wypełniliśmy gałęziami, zaczynając od najstarszych i najgrubszych, a kończąc na drobnych i suchych. Wyszło to znakomicie i pierwsza permakulturowa robota jest wykonana! Poza zaporą, która będzie dawała schronienie różnym organizmom, zatrzymywała wodę i osuwającą się ziemię, dawała latami bogatą glebę, wyznaczała dostępny szlak dojścia do stromych powierzchni, otrzymaliśmy kilka mikrośrodowisk dla rozmaitych roślin. Wstępne rozeznanie przyniosło listę zastanych drzew, krzewów, roślin zielnych oraz mchów, porostów, grzybów, ale także rozenanie w tym co i gdzie można będzie dosadzić!

lechnicasad

Udało się też posadzić dwie spore kępy barwinka  (Vinca minor) na uporządkowanej skarpie i przebrać zasoby topinamburu (Heliantus tuberosus) przechowywane do sadzenioa wiosną. W przebieraniu i oczyszczaniu z pleśni bulw topinamburu i sadzeniu barwinka pomagała Maja, a Bogdan w tym czasie zwalczał mechanicznie tarczniki ( z pomocą ściereczki, letniej wody i cierpliwości) na mini cytrusie, który przetrwał w Lechnicy zimę i kilka temperatur wokół zera stopni… Maja i Bogdan prowadzą własną Pracownię Edukacji Żywej.

lechnicamajaboglechnicamajavincatopinambur1W sobotę do Biotopu przyjechali moi przyjaciele leśnicy: Janek z Martą i ich córką, a w samochodzie w jakiś magiczny sposób pomieścili: tradycyjny (dębowy) pień do rąbania drewna i kilka (!) solidnych kawałków z pni brzóz z naroślami i rakowatością, jako uzupełnienie zbioru dydaktycznego. Przypominam, że pierwszy transport złożony był z wybranych, wielkich narośli na brzozie służących do budowy rytualnych samskich bębnów wróżebnych goabdes. Dla tych, którzy chcą więcej informacji na ten temat jest nasza książka: Vggi Varri. W tundrze SamówWydawnictwo Alter

lechnicapieniekTrudno mi wyrazić wdzięczność za te przejawy przyjaźni, zainteresowania Biotopem Lechnica i pomoc w organicznym budowaniu tego niezwykłego miejsca! 🙂 Pracując w rytmie słońca, dyktującego długość dnia, odkrywamy następne kawałki scenariusza jaki napisała tu Natura. Jedynie dla próby opisania tego procesu nazywamy to permakulturą… Biotop Lechnica jest jak poczwarka wciśnięta w zaciszny kąt stodoły. Nie jest jeszcze efektowna i nie nadaje się do podziwiania, ale wprawne oko widzi w niej motyla.

poczwarka

Myszołowy włochate nad Lechnicą!

lechnicapiorka

W niedzielę (22.02.2015) nad naszymi domami pojawiły się dwa piękne myszołowy i chwilę krążyły w pełnym słońcu. Ubarwienie i wielkość wskazywały, że były to myszołowy włochate (Buteo lagopus) na przelotach. Miło, że ptaki gniazdujące w tundrze przy kole podbiegunowym, mogliśmy obserwować na Zamagurzu… Znamy dobrze ich letnie tereny!

Tego samego dnia, w czasie gdy osiem osób, tylko na chwilę zeszły z podwórka Biotopu do dolnego domu na serwowaną przez L. kawę, rozegrał się dramat, którego ślady udało się utrwalić Bogdanowi Kiwakowi na prezentowanej fotografii. Był to cichy i szybki atak z powietrza na sikorę! Przeprowadził go jastrząb (Accipiter gentilis), którego już raz obserwowaliśmy podczas nieudanego polowania na bogatki odwiedzające nasz karmnik. Tym razem musiało się udać, bo pozostało tylko kilka piórek i ślady muśnięcia skrzydeł drapieżnika pozostawione na śniegu.

Zimowa pora, wiosenne plany ogrodnicze i logotypy Biotopu Lechnica

tarninalogalazZimowy czas… o ile tak można nazwać mieszankę dni i nocy z huraganowymi wiatrami, ulewnym deszczem wspieranym przez mgły, ozdobionym trzema nocami z temperaturą minus kilkanaście stopni Celsjusza… Nie wiem czy to zima, ale to czas palenia w piecach, nocnego nasłuchiwania, co przyniesie następne uderzenie mas powietrza sunących przeszło 100 km na godzinę i ogrzewania zamarzających rur wodociągowych.

Romantyzm domu w górach jakby trochę mniejszy, niż w czas słoneczny i spokojny, ale za to poznaje się właściwe proporcje i wszystko staje się znacznie bardziej realne. W Lechnicy nie ma zbyt dużo czasu na snucie planów, bo przygasa w piecu i trzeba jeszcze raz iść z koszykiem i latarką po drewno…, ale w Krakowie można śmiało układać wszelkie scenariusze na wiosnę, lato i jesień. Scenariusz na zimę już znamy. Poza planowaniem, można też zamawiać sadzonki i kupować nasiona.

Kilka dni temu zamówiłem i opłaciłem pierwszy taki poważniejszy pakiecik drzew i krzewów: brzozy, rodzimą brodawkowatą i japońską Maximowicza (Betula pendula i Betula maximowicziana), derenia jadalnego (Cornus mas), świdośliwę Lamarca (Amelanchier lamarckii) i rokitnik zwyczajny (Hippophae rhamnoides). Na wiosnę czekają już nasiona tykw (Lagenaria sp.) rozmaitych rodzajów (i kształtów) i 2,5 kg kłączy białego topinamburu (Heliantus tuberosum)… a to dopiero początek.

Czekamy na okna, które zamkną naszą werandę i mamy nadzieję, że początkiem lutego będą już na swoich miejscach. Pozostanie zamówić jeszcze dwa szczytowe okna i wstępnie tzw. górny dom zostanie zamknięty. Można będzie uszczelniać, dokończyć sanitariaty i zająć się kuchnią oraz podłogami. Od marca zaczniemy zamykanie drevenicy i mam nadzieję, że nasza akcja zbierania środoków na działanie Biotopu się powiedzie. Ten drewniany budynek (zwany na Słowacji: drevenicą lub pięknie: modriną) ma być miejscem dla biblioteki, zbiorów etnobotanicznych i pracownią. Pozostaje jeszcze kilkadziesiąt innych spraw… Jest co robić…!

Dzisiaj znalazłem doskonałą myśl, która znakomicie oddaje to, co leży u podstaw naszych planów co do Biotopu Lechnica. Jest mi tym bardziej bliska, że pochodzi od Jego Świątobliwości Tenzina Gyatso, XIV Dalai Lamy i musi być podana w oryginale, czyli w języku angielskim:

The planet does not need more successful people. The planet desperately needs more peacemakers, healers, restorers, storytellers and lovers of all kinds.

Z wielką przyjemnością i satysfakcją po raz pierwszy publicznie pokazuję w tym wpisie część graficznych identyfikatorów Biotopu Lechnica! Kilkoro artystów odpowiedziało w ten sposób na mój apel i prośbę. Wszystkie zaprezentowane projekty znajdą swoje zastosowanie, bo mamy w planach (ale i już częściowo w realizacji) kilka różnych aktywności w powstającym ośrodku Biotop Lechnica. Głównym elementem roślinnym jest w tych projektach tarnina (Prunus spinosa) i wynika to z wielu powodów. Pierwszy z nich (widoczny gołym okiem) to piękne i liczne zarośla tarniny, jakie okalają Lechnicę i tworzą wzorcowe karpackie czyżnie – czyli specyficzne zbiorowisko roślinne znane botanikom. Innym powodem wyboru śliwy ciernistej (a tak można przetłumaczyć nazwę łacińską tarniny) jest wszystko, co łączy się z jej owocami i kwiatami, a także interesującym drewnem (i pniami), zasięgiem jej występowania i związkami, jakie tworzy z innymi pierwotnymi śliwami. Ostatnia inspiracja wywodzi się z mitologii tarniny i jej roli jako kolczastego, ciernistego krzewu. Da się ona określić jako apotropeiczna, a więc mowa o zdolności ochrony przed demonami, urokami, duchami i czarną magią… W rozdziale świetnej książki Piotra Kowalskiego pt. Kultura magiczna. Omen, przesąd, znaczenie. (PWN 2007) już same podtytuły rozdziału na temat mitologi ciernia (w tym tarniny jako jednego z rodzimych krzewów ciernistych, obok głogu, który w lechnickich czyżniach występuje bardzo licznie) brzmią ekscytująco: Rośliny przeklęte, Kosmiczny kolec, Magiczna, cierniowa granica, Ochrona ludzi potrzebujących, Unieszkodliwianie demonów, Obrzędy oczyszczające… W dzisiejszych czasach posiadanie miejsca otoczonego przez żywe zasieki z ciernistych krzewów wydaje się być szczególnie korzystne…

Gałązka tarniny, ciernie i owoce tarniny tworzące symbol solarny obecny w tradycji Karpat to projekty Anety Sitarz (www.manto.com.pl), złoto-zielony artefakt z owocami tarniny wygenerował Mirek Biedrzyński, a znakomity projekt z pary liści tarniny i jej owoców (zaznaczonych fontami w nazwie) wyśnił się (jak sam napisał) Tomaszowi Rolnikowi Czermińskiemu (http://ubojnia.wordpress.com) z Secret Garden. To nie wszystkie projekty, ale dają pojęcie o tym, że tarnina była przez kilka dni w centrum zainteresowania zdolnych ludzi…

Także na tym polega praktykowanie etnobotaniki…

 

tarninalog1tarninalog2biotoplogoczermtarninabziel

Nowe, etnobotaniczne eksponaty!

brzozalechntaczki1Od dwóch lat czekały na właściwe miejsce, piękne (i duże!) okazy rakowatości brzozy. Te niezwykłe w formie i bardzo interesujące etnobotanicznie twory drzewa, grzybów i czasem owadów są podstawową, materialną bazą do wytwarzania tradycyjnych bębnów wróżebnych Samów – goabdes, ale także oryginalnych mis i pojemników. Biotop Lechnica ma już trzy wielkie okazy tworów tego rodzaju i posłużą one do dokładniejszego zbadania wszystkich aspektów wytworów drzew, grzybów i ludzi. Te cenne okazy otrzymaliśmy od naszych przyjaciół leśników – Janka i Marty. Bardzo dziękujemy!

Wspomnę tylko, że zamówiony jest jeszcze jeden okaz do zamontowania w drevenicy na stałe dla dogodnego oglądania przez zainteresowanych.

Transport przybył w niedzielę, a wczoraj tj. poniedziałek 5 stycznia 2015 r. wyładowaliśmy zbiory nie bez trudności i wysiłku!

brzozalechnicaauto2brzozalechnicaauto

Now Playing, Now Reading

Dzisiaj rano po wyjściu na werandę stwierdziliśmy, że jest jednak szansa na śnieg, bo sprawy miały się tak (te  białe plamki na zdjęciu to padający śnieg)

sniegRuszyliśmy więc na obchód grani doliny pootku Havka, nad którym leży Biotop Lechnica, odkryliśmy kilka ciekawych miejsc, ale o tym innym razem. Po przyjściu do domu stwierdziliśmy, że brakuje w naszych wpisach dosyć ważnych spraw: książek i muzyki, jakie nam tutaj towarzyszą. A jest o czym pisać, bo parę dni temu zakupiliśmy w naszej ulubionej księgarni Christiania w Popradzie kilka nowości. I tak zaczął powstawać kolejny wpis:

marek

W każdym razie podczas świątecznych dni raczyliśmy się (wcale niekolejno) następującymi dźwiękami: Psaradonis („By morze miało góry” – tak głosi opis autorstwa Tomka Kozłowskiego, od którego dostaliśmy płytę, absolutny hit nr 1 naszego miejsca), L’udová Hudba Stana Baláža „W Raslavicoch bije banda” (pewnie nigdy byśmy sami na to nie wpadli, ale z muzykami LHSB poznaliśmy się przez Michala Smetankę, wspólnie nagrywaliśmy, słyszeliśmy ich live, a podarowana nam płyta jest chyba drugim najczęściej granym tu soundtrackiem + kapitalne zdjęcie na okładce), Tundra (bardzo pasuje w niektóre wieczory), Sibelius (Finlandia, Karelia Suite, Lemminkäinen Suite w wykonaniu Iceland Symphony Orchestra + Piąta i Siódma Symfonia w wykonaniu Gothenburg Symphony Orchestra – Sibelius brzmi tutaj zadziwiająco dobrze), Dmitrij Szostakowicz (koncerty wiolonczelowe nr 1 i 2 w wykonaniu Mischy Maiskego i London Symfony Orkestra). Pełny eklektyzm, czyli nasz typowy składnik muzyczny.

Lektury: jakiś czas temu przeczytałam (AN) wywiad z Marošem Krajňakiem, który mocno mnie zaintrygował. Kiedy więc tylko nadarzyła się okazja, bez wahania sięgnęlam po jego debiut (o którym swego czasu było dość głośno), powieść Carpathia. To jednocześnie pierwsza część cyklu układającego się w trylogię i kiedy tylko znowu znajdę się w popradzkiej Christiani, bez wahania sięgnę po Entropię i wydaną rok temu Informaciję. Bez żadnej dozy przesady można powiedzieć, że jest to w pewnym sensie rusiński realizm magiczny, wzbogacony subtelnym, wyrafinowanym, ale celnym poczuciem humoru i wyczuleniem na detal, konkret, szczegół, który nadaje prozie Krajnaka niezwykłej, namacalnej wręcz zmysłowości. Nie ma jednak tutaj ani Rusinów, ani języka rusińskiego – są Zony: 0, 1, 2, 3 i X oraz jest „reč Zon”, która pełni funkcję tajemnego znaku, po którym poznaje się „swoich”. Jest też wspomnienie wielu bolesnych wydarzeń z historii dawniejszej i najświeższej, czasem opowiedzianej z niezwykłych punktów widzenia. Jest oczywiście Andy Warhol, ale tutaj migawki związane z nowojorskim Rusnakiem ze Słowacji przybierają formę migawek na tyle prawdopodobnych i żywych, że wierzymy autorowi: to mogło było się wydarzyć. Jak fragment, w którym Andy słyszy dzwonienie sztućców w plecakach grupki robotników miajnych na ulicy; dopiero później dobiega go język („reč Zon”, a jakże), który zna i który rezonuje żywym w pamięci dzieciństwem. Jest też fragment urzekający wszystkim, o czym wyżej pisałam:

Potom Keso zrýchlene pretáčal zaznamenaný výkvet americkej kultúry a zastal až pri zaverečnej párty. Priblížil sa k mestu, kde spolu tancovali Ultra Violet a David Bowie. Odovzdal kameru niekomu, kto bol s ním, a pridal sa. Najprv iba kopíroval ich pohyby a prispôsoboval sa, ako keby získaval súhlas, že môže zostat’. Podarilo sa, a tak niekol’ko minút situácia plynula iba konvenčne. Potom Keso náhle nevedomo rozhodol, že ovplyvní smer hlavných umeleckých tokov sveta. Prešiel do vlastného tanca a začal vizionársky hovorit’ o novom poriadku. David Bowie spomalil, skenoval a snímal Kesa, aby zachytil svoje momentálne asociácie a nové pocity vlastného vnútra. David Bowie rýchlo všetko v pamäti prepísal do obludného chemického vzorca, ktorý si dokonale zapämatal. Potom ho doma vylovil a privolal si predchádzajúcistav na niekol’ko súvislých tyždňov, aby podl’a tohto urobil album s názvom Heathen, pretože Kesove phyby absolútne popierali čokol’vek, čo by mohlo naznačovat’ existenciu najvyššieho.”

Mam nadzieję, że proza Maroša Krajňaka znajdzie swoją drogę do polskich czytelników – jeśli nie, to warto uczyć się słowackiego, żeby móc czytać nową słowacką prozę, bo jest co (ale o tym więcej następnym razem).

Slnovrat, Štedrý deň, Vianoce

… czyli Przesilenie, Wigilia, Boże Narodzenie. Słowackie nazwy tych trzech (w zasadzie dwóch) świąt zawsze nas urzekała. Wszystkie celebrujemy w tym roku w naszym Biotop Lechnica (w zasadzie należy tutaj dodać dzień św. Lucji, słabo w Polsce kojarzony – a jeśli  już, to ze względu na nieszczęsną datę 13. grudnia – żeby mieć komplet świąt, kiedy celebrujemy światło pod różnymi postaciami, w różnych fazach i różnych sposobach oddziaływania). Zauważyliśmy, że Korona (coraz mocniej przychylamy się jednak do starej nazwy naszej okolicznej świętej góry) staje się w tym czasie Złotą Koroną, co możecie zobaczyć i Wy:

zdjeciePrzy wielu domach w Lechnicy widać świąteczne ozdoby – lampki, naklejki na szyby, choinki, wspinające się św. Mikołaje. Nie ma śniegu (i raczej nie będzie…), gąsienice spacerują po asfalcie, termometr pokazał wczoraj +12 stopni – w dobie zmiany klimatycznej widocznej gołym okiem – jedyne, co zostało, to słońce nieodmiennie o tej porze roku nisko nad horyzontem. W tym oświetleniu Korona to Smocze Góry.

I my dołączyliśmy z naszą okienną dekoracją. Tego Wam życzymy: celebracji wszystkiego, co bliskie Waszym sercom w tej porze nisko wiszącego nad horyzontem słońca. Czekamy na Was.

biotop_lechnica