Biotop Lechnica w obiektywie… drona

A chcecie zobaczyć Biotop Lechnica z lotu ptaka (drona)? To zerknijcie.

Reklamy

Celebracja

Ciąg dalszy obrazków z naszego świętowania wspólnego bycia na kawałku zamagurskiej ziemi – minerały, elementy, rośliny, zwierzęta i ludzie w pełnej harmonii. Tutaj w obietywie Loni Dohojdy, której niniejszym pięknie dziękujemy!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Spacer na południowy-wschód

DSC_4225DSC_4222

W sobotę – 15.11.2014 r. – z okazji pierwszego spotkania szerszego grona przyjaciół Biotopu Lechnica, wykroiliśmy kilka godzin na spacer w góry. Tym razem, w odróżnieniu od wycieczek i spacerów etnobotanicznych jakie prowadzę podczas warsztatów (zobaczcie na http://www.etnobotanicznie.pl), szlak był mi jedynie częściowo znany… Odkrywaliśmy/wytyczaliśmy wspólnie nową drogę, z której pewnie będziemy w przyszłości korzystali wielokrotnie. Ogólny kierunek to południowy-wschód, a celem było dojście z Biotopu do środkowej części Haligowskich Skał (Haligovske skaly), w pobliże wsi Haligowce (Haligovce). Haligowskie Skały to bardzo interesujący masyw wapienny z 23 zbadanymi jaskiniami, malowniczymi wieżycami skalnymi i interesującą florą. O HS jeszcze będzie nie raz, bo poza walorami powszechnie znanymi/zauważanymi kryje on wiele tajemnic i m.innymi zajmiemy się kiedyś niezwykłym minerałem o nazwie sintra wykorzystywanym w lecznictwie tradycyjnym i magii!!! O tym i innych minerałach jakie znajdować można wokół Biotopu Lechnica kiedyś, w innym, specjalnym wpisie… Może jednak warto jeszcze dodać, że Haligowskie Skały to pasmo górskie wchodzące w skład tzw. Grupy Golicy, z którą badacze mają kłopot i jedni zaliczają ją do Pienin Właściwych, a inni do Małych, a są i tacy (ja należę do nich), którzy widzą w Grupie osobne pasmo Pienin. Nie jest to pasmo maleńkie, bo Grupa Golicy ma szczyt Płaśnia sięgający 889 m n.p.m. więc jest niższa od Korony (Trzech Koron) o zaledwie 93 m. 🙂

Nasz spacer miał wyznaczyć szybkie i interesujące dojście do Haligowskich Skał bezpośrednio z Biotopu i bez schodzenia do Dunajca. Ze względu na to, że wiele osób było pierwszy raz w BL spacer rozpoczęliśmy od krótkiego i stromego podejścia na szczyt Szpica, który mamy bezpośrednio nad Biotopem. To interesująca góra o charakterystycznym kształcie jest jedynie fragmentarycznie porośnięta głogiem i tarniną. Oczywiście nie jest całkiem łatwe określenie jaki to gatunek głogu … i pierwsze pytanie jakie padło podczas tej wycieczki dotyczyło głogów. Małgosia B. z PPN ma przyjść nam z pomocą w postaci naukowej rozprawy na temat głogów Pienin… Ze Szpicy, po chwili zachwytu panoramą Pienin i Tatr (a w oddali także Beskidu Sądeckiego i jedynie w domyśle – mgła – Babiej Góry), swobodnym dryfem dotarliśmy do górnej części potoku Havka, a po jego przekroczeniu natrafiliśmy na duże zasoby doskonałej tarniny, róży (dwa gatunki), jałowca oraz świerków dających żywicę i cień odpoczywającym w tym miejscu w lecie stadom krów. Zbiory, rozmowy, fotografowanie, degustacja i dyskusja nad tym czy drzewa pod którymi odpoczywają w letni skwar krowy i owce dają tak wiele żywicy, bo zwierzęta je ranią ocierając się o nie, czy odwrotnie: to zwierzęta odpoczywają pod takimi specjalnymi drzewami bo dają żywicę? W środku pastwiska znalazłem zgubiony dzwonek krowi i dla dobra dydaktyki, zbiorów i mojej nowej książki zabrałem go do Biotopu. Jest to prosta konstrukcja, która znacznie odbiega od tej serwowanej na targach tradycyjnego rzemiosła… ale dźwięk ma całkiem dobry! Na podejściu stromą ścieżką napotkaliśmy odchody wilka i w tym miejscu zaczęliśmy swobodną eksplorację i szukanie, nowej dla nas, drogi. Dzięki mapie i rozeznaniu terenowemu tandemu: Małgosia B. i piszącemu te słowa, weszliśmy szybko na przełęcz, z której dominujścym widokiem były już jedynie Haligowskie Skały. Stromymi szlakami zwierząt (dzikich i hodowlanych) dotarliśmy do doliny potoku, położonej pomiędzy szczytami Sajba (730 m n.p.m. a Rigel (886 m n.p.m.), który spływał wyraźnie w kierunku Haligowskich Skał, stanowiąc lewostronny dopływ potoku Lipnik wpadającego do Dunajca tuż za Czerwonym Klasztorem. W górnej części potoku oglądaliśmy interesujące utwory geologiczne (fliszowe) z dużą ilością ciemnych łupków z wtrętami kalcytowymi oraz niezwykle interesujące skutki działania jeszcze nie zidentyfikowanego patogena na leszczynie. Zgrubienia i rakowatości były czasem bardzo intrygujące i przypominały szeroko otwarte oczy rozmieszczone na gałęziach leszczyny. Na podmokłych łąkach w środkowym biegu potoku napotkaliśmy pięknie kwitnące zimowity jesienne (15 listopada!), a w pobliżu głównej drogi (Stara Lubovnia – Czerwony Klasztor – Stara Spiska Ves) i Haligowskich Skał, napotkaliśmy na całe kobierce barwinka (V. minor). Od miejscowej gospodyni, która uraczyła nas żartobliwą opowieścią o wyprawie z wnukami na targ do Nowego Targu w czystej postaci zamagurskim godaniem, dowiedzileliśmy się, że barwinek do ogrodu przyniosła „z lasu”, a to co widzimy to jego ucieczka poza ogród ku slnku. Najczęściej w literaturze spotyka się opis mówiący o tym , że barwinek często ucieka z ogrodu do stanu dzikiego, ale nie wspomina się o tym, że może to nie być ucieczka, a raczej powrót do siebie! Andrzej Ch., z kórym ostatnio sporo rozmawiamy o gatunkach: Vinca minor i Vinca major, przy okazji powstającego tesktu analizującego etnobotaniczne aspekty tych roślin, dostał kilka wskazówek do dalszego zgłębiania tematu. Tekst po wstępnych konsultacjach jest u pewnej znanej Łemkini dla ew. dodania jeszcze jakichś wiadomości, a w Biotopie okazało się, że może pomóc w tej materii także Tomek K. doskonały znawca Grecji i botaniki tego kraju i regionu. Problem leży w tym, że wiele znaczeń przypisuje się barwinkowi bez rozbicia na gatunki, co potwierdza lektura europejskiego leksykonu etnobotanicznego (opis i wstępną recenzję tego dzieła znajdziecie na www.etnobotanicznie.pl), w którym prawie pomija się (lub nie traktuje osobno) etnobotanikę swoistego dla wschodniej Europy gatunku Vinca minor. W ten sposób dowolnie i dość mechanicznie miesza się kulturowe aspekty tej rośliny właściwe (i różniące się mocno) dla Zachodu i Wschodu Europy. Mówiąc wprost: Wschód u badaczy z Belgii i Holandii prawie nie istnieje. Opisuję te zawiłości etnobotanicznie jedynie dlatego, żeby pokazać jak obiecująco wygląda perspektywa naszych spotkań w Biotopie… 🙂

Główną drogą, po około 20 minutach marszu poboczem… dotarliśmy do Smerdzonki, części wsi Czerwony Klasztor. Cała wycieczka trwała około 5 godzin, ale gdyby potraktować wytyczoną trasę jako szybkie i ciekawe dojście do Haligowskich Skał, to przejście tam nie zabierze więcej niż  60-80 minut. Pierwsza własna trasa z Biotopu jest więc szczęśliwie wytyczona!

W wycieczce uczestniczyło kilka około 10 osób i prawie wszystkie fotografowały… pewnie wiele doskonałych fotografii jest jeszcze w opracowywaniu i dlatego zamieszczam swoje na dobry początek! 🙂

DSC_4228DSC_4229DSC_4243DSC_4248DSC_4255DSC_4253DSC_4258DSC_4272DSC_4268DSC_4284DSC_4287DSC_4289DSC_4299DSC_4312DSC_4318

Prapremiera

W miniony weekend, 13-15. listopada, urządziliśmy prapremierę Biotopu Lechnica – odzew na zaproszenie rozsyłane gdzieś w połowie października przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania i szybko okazało się, że musimy wstrzymać się z zapraszaniem, bo zwyczajnie się nie pomieścimy 🙂 Jeśli więc zaproszenie do Was nie dotarło, to nie znaczy, że zostaliście pominięci – Biotop ma swoją dosyć określoną pojemność (i tak już zostanie). Wkrótce jednak będą kolejne okazje, to spotkanie odbyło się w zupełnie pionierskich warunkach (w sobotę jedna z ekip kończyla podłogę na werandzie, a nasz wspaniały pan hydraulik kończył podpinanie instalacji sanitarnych) – był to jednak bardzo piękny czas. Sprzyjała nam pogoda (ostatni tak ciepły weekend z przepięknym, późnojesiennym słońcem) i okoliczności (wpadło wielu naszych polskich i słowackich przyjaciół). Gościliśmy m.in. znanego z warsztatów, koncertow i nagrań Michala Smetankę, a także Andrzeja Chlebickiego, który wprawdzie trochę się w takich okazjach od tego dystansuje, ale na codzień jest profesorem Polskiej Akademii Nauk i specjalizuje się w niewidocznych gołym okiem grzybach, co zresztą może mieć dla Biotop Lechnica zasadnicze znaczenie. Niektórzy mogą pamiętać znakomite wystąpienia Andrzeja w ramach naszego cyklu Bio::Flow w krakowskim Bunkrze Sztuki. Przyjechała nasza bardzo, bardzo dawna przyjaciółka, Mirka Polanska – tylko osoby z bardzo długim stażem kontaktów z nami mogą pamiętać, że Mirka kiedyś prowadziła Putovną Čajovnię w naszej sądeckiej galerii Stary Dom. Była to na długo przed tym, zanim čajovnie stały się znane i w kraju nad Wisłą… W ten sposób nić łącząca minione i obecne żywoty została podtrzymana (na dobre i na złe). Ta fantastyczna grupa ludzi z Warszawy, Krakowa, Beskidu Niskiego, Sląska, Starej L’ubovni, Kežmarku, Levočskych Vrchov i… Erewania wygenerowała to, co w Biotop Lechnica najważniejsze – twórczą energię i radość, która powoduje, że spotkanie jest prawdziwym świętem – a przecież taki jest cel Biotopu Lechnica.

Fotografie Loni Dohojdy mówią same za siebie ( a wkrótce fotografii będzie znacznie więcej w kolejnych wpisach).

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

O światach równoległych

Prace w Lechnicy powoli wkraczają w fazę bliższą ciału, a zarazem wymagającą większego zaangażowania. Krótko mówiąc, trzeba zakasać rękawy i wziąć się do pracy fizycznej. Kiedy przemierzamy Lechnicę z góry na dół i z powrotem, zawsze podziwiamy tutejszą zapobiegliwość i pracowitość: niemal przy każdym domostwie ludzie się krzątają i widać, że leitmotivem tej krzątaniny jest zbliżająca się zima. Siódma rano (latem) to już środek dnia – dziesiąta wieczorem to głęboka noc. Sami bez większych kłopotów dopasowujemy się do tego rytmu, bo po zwykłej tutaj krzątaninie (nie mowiąc o remoncie), oczy same zamykają się około 21.00, zwłaszcza, kiedy za oknem już ciemno, a w rozpalonym do czerwoności (to nie figura retoryczna!) piecu przyjemnie strzela. Myślę czasem, że wiele jeszcze pozostaje nam do nauki: Pan Lukaš, który robi u nas hydraulikę (zaczęli we dwójkę z ojcem, ojciec wyjechał do pracy w Holandii, kończy syn), chodzi w ciągu dnia do szkoły, popołudniami robi dodatkowe kursy na elektryka, a w weekend – u nas łazienki. Nie ma jeszcze nawet 20tki. Nie wygląda na sfrustrowanego. Zachęcamy go, żeby podjął się pracy, której jeszcze nigdy nie wykonywał sam – ufamy w zdolności i spryt chłopaka, który wiele potrafi się nauczyć, a przede wszystkim – chce się nauczyć. I tak jest na Zamagurzu – każda rozmowa tutaj z pozornym nieznajomym jest zazwyczaj wstępem do fascynujących opowieści. Czasem myślę, jak Lukaš daje radę tak zasuwać? Zwłaszcza, kiedy 4 kursy jednego dnia (jeden po angielsku) wydają mi się sprawą trudną do udźwignięcia.

Dzisiaj zachwyciła mnie następująca korespondencja:

dovol’ujeme si Vás upozornit’, že pri množstve Vašich povinnosti pravedopodbne uniklo Vašej pozornosti, že ste k dnešnemu dňu neuhradili našej spoločnosti nižšie uvedené pohl’adávky po lehote splatnosti:

W istocie, nasza zapłata za prąd wróciła – przypuszczalnie numer konta okazał się błędny, w międzyczasie slowackie instytucje przechodzą na numery IBAN (jaka ulga dla nas, nareszcie można bez problemu wykonywać bankowość internetową za słowackie należnosci!). Przy okazji, porozmawiałam miło z panią na poczcie w Červenym Klaštore (bo tam mamy pocztę!) – będą foty, bo mozaika z wnętrza z ceramicznymi kwiatami na to zasługuje. Myślę jednak, o tym, jak RWEGroup – Východoslovenská energetika czyta w naszych myślach i jak miło nas tutaj zgaaduje na niemiłą okoliczność zalegania z opłatami (choć nie z naszej winy). Jak tu nie kochać tego języka, tego kraju i tych ludzi?

W każdy razie dzisiaj w Lechnicy było tak:

IMG_4576

A w Krakowie było tak:

IMG_4601

Tak, ta czarna czapa to słynny krakowski smog. Okazało się, że dzisiaj wygląda naprawdę źle, czyli tak:

IMG_4602

Puenty nie będzie, ale będzie zapowiedź. Ze już niebawem będziemy mieć dużą grupę Gości, Przyjaciół, Znajomych i to będzie prawdziwy Start. Troche się boimy, że wyjdzie falstart, ale z drugeij strony – czy możemy nie ufać Zamagurzu?